20 marca 2012

Recenzja: Miike Snow - Happy to You

Miike Snow? A co to? Wbrew pozorom, nie jest to tylko jedna osoba, a szwedzki projekt, w skład którego wchodzą producenci Bloodshy & Avant oraz wokalista Andrew Wyatt, którzy współpracują ze sobą od ponad 5 lat. Ich dotychczasowy dorobek zawiera jedynie debiutancką płytę zatytułowaną po prostu Miike Snow, która mimo iż nie należy do najłatwiejszych, okazała się jedną z lepszych propozycji swojego gatunku. Ostatnimi czasy, zespół wydał jego następcę. Pora się przekonać, czy ta produkcja będzie równie ciekawa...


Omawiany kompakt nosi nazwę Happy to You i w edycji rozszerzonej składa się z 14 utworów z gatunku indie popu połączonego ze znacznymi elementami elektroniki - czyli ciekawej i (co ważniejsze) dobrze zrealizowanej mieszanki zapoczątkowanej na debiucie. W obu przypadkach, za dystrybucję odpowiada wytwórnia Downtown Records.

18 marca 2012

Recenzja: Epica - Requiem for the Indifferent

Obok Nightwisha, Epica to jeden z najpopularniejszych zespołów wykonujących metal symfoniczny. Muzycy w składzie: Mark, Yves, Coen, Simone, Ariën oraz Issac, grają ze sobą od 2002 roku (w międzyczasie były w ekipie pewne roszady) prezentując do tej pory 4 studyjne krążki, które na stałe zadomowiły się w odtwarzaczach większości fanów gatunku - szczególnie wśród tych, którzy kochają muzykę ich fińskich kolegów. Ostatnio band postanowił przypomnieć o sobie i 12 marca wydał na światło dzienne premierowy materiał.


Piąty LP holenderskiej formacji Epica zwie się Requiem for the Indifferent i w najuboższej wersji składa się z 13 tracków będących niczym innym jak tylko kolejnymi reprezentantami gatunku, jakim jest metal symfoniczny. W sumie, mamy zapewnioną ponad godzinę rozrywki, która mimo iż nie stoi na zawrotnie wysokim poziomie, to i tak jest godna polecenia - przede wszystkim fanom zespołu, chociaż nie tylko. Poniżej podaję parę powodów.

11 marca 2012

Recenzja: Bruce Springsteen - Wrecking Ball

Trudno być fanem rocka jednocześnie nie znając Bruce'a Springsteena. Jest to jedna z najbardziej szanowanych i doświadczonych postaci działających na amerykańskim rynku muzyki rock. Ma na swoim koncie 16 (w większości) znakomitych albumów, które wydał podczas swojej 40-letniej działalności. Grał wiele koncertów, wypuścił masę singli - zyskał więc potężną rzeszę fanów. I to nie tylko w Stanach. Wielu z nich z niecierpliwością czekało na jego świeży materiał, którego premiera odbyła się na początku marca. Jest powód do zawodu? Check it out!

Wrecking Ball, tak nazywa się 17 wydawnictwo amerykańskiego rockmana Bruce'a Springsteena. Podstawowo, w jego skład wchodzi 11 numerów utrzymanych w klimacie 'czystego', amerykańskiego rocka, pozbawionego wszelakich popowych konserwantów i barwników. Mimo iż, jak wcześniej wspomniałem, gość tworzy muzykę od ponad 4 dekad, jego styl nie uległ drastycznym zmianom. Ba, wciąż pozostaje świeży i cieszy niewiele mniej niż poprzednie krążki.

7 marca 2012

Recenzja: Katie Melua - Secret Symphony

Katie Melua ma 27 lat i pochodzi z Gruzji. Gdy na początku stulecia została odkryta przez producenta Mike'a Batt'a, przeniosła się na Wyspy Brytyjskie, gdzie ciężko pracowała (i wciąż pracuje) nagrywając studyjne produkcje. Efektem tej pracy jest pięć albumów, z których cztery odniosły dosyć duży sukces (może poza The House) nie tylko w UK, lecz również w Australii, czy też rodzimej Gruzji. Natomiast najnowsze, piąte wydawnictwo, które ukazało się 5 marca br., dopiero zaczyna się rozkręcać na listach przebojów. Dzisiaj właśnie o nim.

Krążek o intrygującym tytule Secret Symphony to 11 delikatnych kompozycji opartych o klimaty folko-blueso-jazzo-popowe. Standardowo jest dosyć wolno, subtelnie oraz częściowo nostalgicznie. Lecz czy wciąż możemy powiedzieć, że muzyka Katie jest magiczna? Przedstawiając swoje ostatnie dzieło, wspomniane wcześniej The House, wokalistka zaniepokoiła swoją słabą formą wielu fanów. Tutaj niestety tendencja spadkowa się utrzymuje...

4 marca 2012

Recenzja: Estelle - All of You

Pierwszy raz o wokalistce Estelle Fanta Swaray mogliśmy usłyszeć w 2004 r., gdy wydała swój debiutancki krążek, który odniósł umiarkowany sukces. 4 lata później powróciła z kolejną, bardziej profesjonalną produkcją: Shine - z niej pochodzi przebój American Boy, który na długi czas zagościł w europejskich mediach muzycznych, robiąc wokół siebie sporo szumu. To właśnie on zrobił z Estelle gwiazdę muzyki rnb. W związku z tym wiele osób było zainteresowanych, co zaprezentuje na swojej nowej płycie. Ja już wiem. I zaraz tą wiedzą się podzielę.

All of Me - tak 32-letnia Angielka nazwała swoje trzecie studyjne wydawnictwo, drugie spod szyldu Atlantic Records. W wersji przeznaczonej dla Europy, jesteśmy częstowani 15 numerami łączącymi ze sobą hip-hop, rnb i niewielki pierwiastek soulu. Zasadniczo nie nazwałbym tego specjalnie odkrywczą mieszanką, lecz i tak spędzenie 40 minut z tą sympatyczną koleżanką, nie będzie stratą czasu.

29 lutego 2012

Recenzja: WZRD - WZRD

Kid Cudi jest jednym z moich ulubionych raperów - tworzy on muzykę niekonwencjonalną, bardzo głęboką, wręcz magiczną. Jest to głównie alternatywny hip-hop, którego prezentują dwie wypuszczone dotychczas płyty oraz 1 mixtape - naturalnie cała trójka wydała mi się genialna. Przy ich produkcji udzielał się m.in. Dot da Genius, który odpowiada za takie numery jak Marijuana, czy Trapped in my Mind. Cudi wspomniał kiedyś, że chciałby nagrać coś rockowego. Jakiś czas temu myśl tą podchwycił właśnie pan Genius. Tak utworzono duet WZRD.

Duży wpływ na powstanie krążka WZRD (skrót od Wizard) miał sukces pierwszego singla z ‘Man on the Moon II’, Erase Me, który jest utrzymany właśnie w rockowej konwencji - Mescudi widząc, że został ciepło przyjęty, postanowił stworzyć więcej kawałków w podobnym klimacie. Oczywiście jeszcze bardziej specyficznych. Tak więc zmontowano 11 tracków, które zawierają się w alternatywnym, psychodelicznym rocku. Brzmi ciekawie. I znając Kida Cudiego tak też powinno być. Lecz czy aby na pewno artyści nie pogubili się w tej muzyce?

27 lutego 2012

Recenzja: The Cranberries - Roses

Dzisiaj piszę o jednym z najbardziej intrygujących powrotów roku - zespole The Cranberries, który 11 lat temu tymczasowo zawiesił swoją działalność. Jego dobytek to 5 lepszych i gorszych krążków, dzięki którym zyskał rzeszę fanów na całym świecie – szczególnie dzięki hitom tj. Zombie, Dream oraz Linger. Nigdy nie byłem fanem tego zespołu, ale i tak darzę go ogromną sympatią. Z tejże sympatii (wspieranej też ciekawością) postanowiłem zbadać, co po wielkiej studyjnej przerwie ma nam do pokazania Dolores O'Riordan wraz ze swoimi muzykami.

Szóste wydawnictwo grupy The Cranberries nosi nazwę Roses i w wersji podstawowej zawiera 11 rockowych tracków o lekko folkowym zabarwieniu, które klimatem przypominają starsze dokonania Irlandczyków. Co można powiedzieć po paru odsłuchanych kawałkach? Przede wszystkim to, że zapowiada się przyjemnie. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. No i może będzie ciekawiej, bo jak na razie szału nie ma.