Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pop. Pokaż wszystkie posty

7 maja 2014

Recenzja: Iggy Azalea - The New Classic

Są takie płyty, których nie musisz słuchać, by wiedzieć, że są słabe. Zaliczasz single, spoglądasz na listę producentów i wiesz, że szału nie będzie. Co najwyżej smutek, halucynacje i śmierć z niedożywienia. Przykładem takiego dzieła jest debiutancki LP Iggy Azalea’i. Rozsądek podpowiada, że skoro jej muzycznym mentorem jest sam T.I., prezentowany materiał będzie składał się z porządnych brzmień świadczących o światowym poziomie produkcji. Tymczasem wypuszczono coś, co kompletnie nie pokrywa się z tym założeniem. I tutaj pojawia się ogromny zgrzyt.


The New Classic to 12 nagrań stanowiących modną mieszaninę hip hopowych bitów i przesiąkniętych popową konwencją melodii. Jest to w miarę równorzędne połączenie – krążek jest w równej mierze popowy, co hip hopowy. Sam patent nie jest zły, bo takie kombinacje bywają chwytliwe, dobrze się sprzedają i (czasami) mają do zaproponowania ciekawą rozrywkę. Wystarczy spojrzeć na dorobek Nicki Minaj (tę ambitniejszą część) i B.o.B. Jednak to dzieło kompletnie mnie nie ruszyło. Za dużo w nim bylejakości.

27 kwietnia 2014

Recenzja: Kelis - Food

Bardzo cenię elastycznych artystów, którzy na każdym kroku udowadniają, że przechodzenie z jednego gatunku muzyki na kompletnie odmienny to nic trudnego. Z tego powodu śledzę karierę Kelis – 34 letniej wokalistki, która ma na koncie 5 różnorodnych wydawnictw. W czasie niespełna 18-letniej działalności wędrowała po różnych stylach, zarówno typowo hip hopowych, soulowych, popowych, jak i czysto klubowych. I, co ciekawe, za każdym razem prezentowała najwyższą klasę. Gdy usłyszałem jej nowy singiel, nie zdziwiło mnie, że przedstawia klimaty, które ciężko przypiąć do Kelis. Za to nasunęło się pytanie - czy nadchodząca płyta będzie równie solidna co poprzednie?

Ciężko jednoznacznie określić, po jakim gatunku porusza się wokalistka na krążku Food. Mamy tu soul, R&B, funk, folk, momentami subtelną elektronikę oraz drobne motywy jazzowe – a wszystko to zmiksowane w spójną całość, czarującą ogromem analogowych brzmień i relaksacyjną konwencją. Już po pierwszym zaliczeniu 13 tracków nie miałem wątpliwości, że to materiał z górnej półki. A poniżej wyjaśniam dlaczego.

1 kwietnia 2014

Recenzja: Tatiana Okupnik - Blizna

Chociaż Tatiana nagrywa od ponad 16 lat, jej osobą zainteresowałem się dopiero w 2011 roku, kiedy to wypuściła krążek Spider Web. Jej wcześniejsze produkcje, zarówno te spod szyldu Blue Café, jak i solowy On My Own, nie były na tyle atrakcyjne, by warto było powracać do nich szczególnie często. Nawet jeśli same w sobie nie raziły niczym konkretnym. Dopiero pozycja z 2011 roku okazała się na tyle elektryzująca, by co chwila gościć w mojej playliście. Tak więc, gdy dowiedziałem się, że Tatiana szykuje coś nowego, postanowiłem koniecznie sprawdzić, czy tym razem zaserwuje coś równie dobrego.  

Na początku warto zaznaczyć, że na Bliźnie dostajemy całkowicie inne brzmienia niż w przypadku Spider Web czy wcześniejszego On My Own. Zamiast zmysłowego jazzu i motywów funku, otrzymujemy bardzo dużo dynamicznej elektroniki, rozłożonej na 16 pozycji trwających w sumie niewiele ponad 40 minut. Wbrew pozorom, nie są to tanie eskowe klimaty proszące się o featuring z Pitbullem i Flo Ridą. Zamiast tego Tatiana prezentuje nam coś, czym zdecydowanie warto się zainteresować. A oto najważniejsze powody.

26 marca 2014

Recenzja: Kylie Minogue - Kiss Me Once

1. Into the Blue                       11. Fine
2. Million Miles                       12. Mr. President
3. I Was Gonna Cancel         13. Sleeping with the Enemy
4. Sexy Love
5. Sexercize
6. Feels So Good
7. If Only
8. Lex Sex
9. Kiss Me Once
10. Beautiful

45-letnia Australijka nigdy nie tworzyła wyjątkowo wysublimowanej muzyki. Jej produkcje to w większości czysto radiowy pop, który swoim czasem robił spore zamieszanie w mainstreamowych rozgłośniach. Udawało mu się to głównie dzięki połączeniu dwóch bardzo ważnych cech: chwytliwości oraz wyrazistości. Właśnie to przesądziło o sukcesie tracków takich jak Spinning Around, Can’t Get You Out Of My Head, czy późniejszych The One i Get Outta My Way oraz sprawiło, że Kylie Minogue może cieszyć się ogólnoświatową popularnością – zarówno wśród eskowiczów, jak i fanów bardziej wyrafinowanej muzyki. Jednak po przesłuchaniu jej najnowszego albumu, łatwo dojść do wniosku, że tej drugiej grupie odbiorców może się nie spodobać.

Kiss Me Once jest dwunastą studyjną pozycją w dorobku Kylie Minogue i, podobnie jak poprzednie, pełna jest modnych, radiowych klimatów. Tym razem występują one w formie nowoczesnego electropopu, obfitującego w motywy powtarzające się w twórczości innych popowych artystów, które rządzą w notowaniach list przebojów. Tak więc już na wstępie widać, że zaprezentowana trzynastka nie będzie specjalnie odkrywcza. Ale czy aby na pewno oznacza to, że będzie niewarta uwagi?

11 marca 2014

Recenzja: St. Vincent - St. Vincent

Jakiś czas temu, wracając z uczelni spotkałem starą znajomą, z którą za wszelką cenę staram się unikać rozmów o muzyce. Skrajna miłośniczka Pitbulla, Keshy i innych artystycznych pomyłek, ponadto typ człowieka, który zasypuje ludzi lawiną linków do różnych dziwnych rzeczy.
- Słyszałeś nową płytę St. Vincent? Zajebista jest.
- Nope – i wcale nie miałem zamiaru, ale to już zachowałem dla siebie. Od dłuższego czasu nie ufałem jej poleceniom.
Jednak na zachętę zapuściła mi track Prince Johnny. Wbrew pozorom nie była to półka Pitbulla. Dlatego postanowiłem dać krążkowi szansę. Jak widać, przeżyłem. A oto moje wrażenia.

W ramach wstępu: St. Vincent jest czwartą solową płytą Annie Clark. W wersji podstawowej otrzymaliśmy 11 utworów ukazujących skrzyżowanie noise popu i art rocka, które oferują w sumie 40 minut stosunkowo alternatywnej rozrywki. Ale za to bardzo nierównej.

25 lutego 2014

Recenzja: Sophie Ellis-Bextor - Wanderlust

Recenzję Make a Scene napisałem w pierwszym roku działalności bloga – okresie, z którego nie jestem szczególnie dumny. Niepotrzebnie skrytykowałem wtedy bardzo dobre dzieło, które wówczas wydało mi się przekombinowane i chaotyczne. Elektronika w jakiejkolwiek formie nie była moją mocną stroną. Jednak po pewnym czasie, gdy już przekonałem się do gatunku, krążek długo nie opuszczał mojej playlisty. Od tamtej pory, nigdy nie zaliczyłem podobnej wpadki. Zabierając się za Wanderlust nie chciałem popełnić analogicznego błędu. Na szczęście nie miałem tego typu problemów. Łatwo rozgryźć ten krążek.

Tym razem dostajemy 11 utworów, które z Make a Scene mają niewiele wspólnego. Przede wszystkim różnią się gatunkiem. Mamy tutaj do czynienia ze wyważonym indie rockiem, ocierającym się o folkowe klimaty. Wbrew pozorom oraz nudnemu trailerowi, nagrania mają dużo do zaoferowania - zarówno na arenie akustycznej, jak i emocjonalnej. A co dokładnie, o tym poniżej.

8 stycznia 2014

Przegląd Płyt Pominiętych #12

Childish Gambino - Because the Internet

Ilość tracków: 19
Gatunek: hip hop, PBR&B
Label: Glassnote & Island Records
Singiel: 3005
Na duży plus: The Worst Guys, No Exit, Life: The Biggest Troll (Andrew Auernheimer)
Na minus: -
Proponowana ocena: 5/6

A oto mój grudniowy faworyt. Because the Internet, jak przystało na solidną hip hopową produkcję, składa się z ciekawie opracowanych pozycji intrygujących nieprzewidywalnym charakterem. Poza soczystymi, bujającymi bitami posłuchamy wielu elektronicznych eksperymentów pełnych poszarpanych, ale spójnych motywów. Tak więc całość zdecydowanie odbiega od radiowych standardów. Jednak na swój sposób wpada w ucho i czaruje przyjemnym, po części beztroskim, a czasami nawet tajemniczym brzmieniem, przy którym bez problemu można się odprężyć, jednocześnie wciąż koncentrując się na materiale. Dodatkowo biorąc pod uwagę barwne głosy w featuringu (m.in. Chance The Rapper, Jhené Aiko i Azealia Banks) możemy nastawić się na maksymalnie zróżnicowane i pomysłowe produkcje, którymi fani hip hopu i PBR&B powinni się zainteresować. Ja to kupuję. 



1 stycznia 2014

Przegląd Płyt Pominiętych #11

Tinie Tempah - Demonstration

Ilość tracków: 15
Gatunek: hip hop zahaczający o pop i elektronikę
Label: Parlophone
Single: Trampoline, Children of the Sun
Na plus: It's OK, Looking Down the Barrel, Lost Ones, Lover Not a Fighter
Na minus: Shape
Proponowana ocena: 4/6

W zeszłym roku wręcz nie mogłem doczekać się tego krążka. Liczyłem na coś mega mocnego, co szybko mi się nie znudzi. Co prawda im bliżej premiery, tym mniejsze miałem zarówno oczekiwania, jak chęci do odsłuchu, jednak ostatecznie i tak jestem zadowolony z jakości Demonstration. Pełno tu lekkostrawnych, dynamicznych brzmień, które nawet jeśli mają niewiele wspólnego z grimem, to i tak prezentują się nad wyraz nieźle. Mamy do czynienia z hip hopem zmiękczonym utalentowanymi gwiazdeczkami w featuringu (Paloma Faith, Laura Mvula, Emeli Sandé itd). W rezultacie większość brzmień przyjmuje radiowy charakter i opiera się na schemacie: buńczuczny rap Tiniego – słodziutki refren. Czyli patent wylansowany przez Eminema w LTWYL. Pomimo szablonowego charakteru, nagrania dostarczają rozrywki na stosunkowo wysokim poziomie. Słuchasz, wpada w ucho, czasami coś pozytywnie zaskoczy, potem zapętlasz. Jest to mało wyrafinowana muzyka, broniąca się połączeniem charyzmy gospodarza z prostymi, lecz niewiarygodnie chwytliwymi melodiami, którym można wybaczyć przewidywalność i niewielką schematyczność. Nie zmusza do głębokich refleksji, ale jeśli chcesz posłuchać czegoś modnego, melodyjnego i beztroskiego, co zarazem nie będzie raziło przesadną wtórnością, rzuć na to uchem. Zwłaszcza jeśli polubiłeś Disc-Overy oraz ostatnie wydawnictwo Labrintha i Naughty Boya. Dobra, chociaż mało odkrywcza robota. 

27 grudnia 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #10

Lissie - Back to Forever

Ilość tracków: 12
Gatunek: rock, pop, indie, motywy folku
Label: Columbia Records
Single: Shameless, Further Away (Romance Police), Sleepwalking
Na plus: Przesłuchaj całość. Obowiązkowo.
Na minus: -
Proponowana ocena: +5/6


Drugi album amerykańskiej wokalistki jest o tyle ciekawy, że cechuje się potężną dawką przebojowości, powstałą bez pomocy plastiku ani oklepanych schematów. Mamy do czynienia z mieszaniną muzyki rockowej, indie oraz popu, co wbrew pozorom stanowi rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. Głównie dlatego, że wszystkie tracki prezentują się równie atrakcyjnie. Część z nich zaskakuje sporą chwytliwością (singlowe Can’t Take It Back, Further Away (Romance Police), Shameless etc.), a część wyrazistym klimatem. Zwłaszcza beztroskim (I Bet On You, I Don’t Wanna Go To Work) i nostalgicznym (Love In The City). Pomimo sporego zróżnicowania klimatu oraz tempa materiał jest bardzo spójny – poszczególne utwory wzajemnie się uzupełniają, wobec czego bez względu na stałą konwencję ciągle coś się dzieje. W rezultacie można zapomnieć o monotonii. Dawno nie słyszałem tak atrakcyjnego i jednocześnie dopracowanego materiału. I równie niedocenianego, tak swoją drogą. Jeden z moich faworytów jeżeli chodzi o najlepsze płyty 2013.



19 grudnia 2013

Recenzja: Beyoncé - Beyoncé

1. Pretty Hurts                              11. ***Flawless          
2. Haunted                                     12. Superpower
3. Drunk in Love                           13. Heaven
4. Blow                                           14. Blue
5. No Angel
6. Partition
7. Jealous
8. Rocket
9. Mine
10. XO

Żeby sukcesywnie wydać płytę i nakłonić grupę docelową do jej natychmiastowego zakupu, przeciętny artysta musi się nieźle nagłowić – na początek głośna zapowiedź nachodzącego arcydzieła_którego_jeszcze_nie_słyszeliście, następnie gorący singiel i liczne spotkania z fanami. Wszystko to podsycane przez pełne superlatyw wywiady. Często tego typu zagrania powierza się managementowi lub zewnętrznym agencjom, które mają za zadanie narobienie szumu wokół premiery. Krótko mówiąc, promocja (przedsprzedażowa) nie jest kwestią pięciu minut. Na szczęście Beyoncé nie jest przeciętną artystką. Już ostatnio udowodniła, że nie musi zabiegać o względy mainstreamu, a stacje radiowe są dla niej, nie vice versa. Tym razem poszła o krok dalej, nie tylko nagrywając równie śmiały materiał, co dodatkowo wydając go z dnia na dzień, bez jakichkolwiek zapowiedzi. Britney zawiodła, podobnie Katy Perry – nawet Lady Gaga wypadła poniżej oczekiwań. Może przynajmniej Beyoncé-niespodzianka okaże się w pełni satysfakcjonującym wydawnictwem?

Z krążkiem Beyoncé sprawa ma się o tyle ciekawie, że jest to visual album. Oznacza się, że poza standardowymi ścieżkami otrzymujemy do każdej z nich klip video. Ja skupię się wyłącznie na muzyce, czyli 14 utworach trwających w sumie niewiele ponad godzinę. Jak zwykle mieszają one klimaty R&B, rapu i popu, tym razem wzbogacone o motywy muzyki elektronicznej, wobec czego wiele nagrań przyjmuje postać PBR&B (The Weeknd, Frank Ocean, Jessie Ware). Czyli artystka nie stoi w miejscu.

9 grudnia 2013

Recenzja: Britney Spears - Britney Jean

1. Alien                                     11. Brightest Morning Star
2. Work Bitch                          12. Hold on Tight
3. Perfume                               13. Now That I Found You
4. It Should Be Easy               14. Perfume (The Dreaming Mix)
5. Tik Tik Boom
6. Body Ache
7. Til It's Gone
8. Passenger
9. Chillin' with You
10. Don't Cry

Jest piękny, w miarę słoneczny dzień (ale chłodny, bo grudzień), korki są względnie niewielkie, wykłady mało usypiające. Jest 02.12, toteż pewien bloger muzyczny hasa sobie do Empiku po nowy album Britney Spears – uroczej blondyneczki, która podobnie jak P!nk ma talent do wykrzesywania maksymalnej dawki przebojowości z modnych i zazwyczaj mało odkrywczych elementów. Jej wcześniejsze krążki (nawet na pozór słabe Femme Fatale) zawsze wywoływały spore zamieszanie. Mało tego, że dostawaliśmy to, co popularne, to na dodatek w bardzo atrakcyjnej formie, która zachęcała do cyklicznego powracania do materiału. Wobec tego w pełni zadowolony bloger zakupuje Britney Jean, wraca do mieszkania i odpala CD. I to by było na tyle jeżeli chodzi o piękny dzień. Bloger skończywszy słuchać usiadł i zapłakał.

Można powiedzieć, że już spoglądając na listę producentów powinna mi się zapalić czerwona lampka. W końcu David Guetta, will.i.am i Dr. Luke dawno przestali być w szczytowej formie. Co więcej, nawet singlowe Work Bitch dawało do zrozumienia, że jakość kompozycji będzie stać pod znakiem zapytania. Jednak w przypadku wcale_nie_takiego_złego Femme Fatale było podobnie – słabe single (te wypuszczone przed premierą wydawnictwa), wątpliwi producenci. Mimo to udało się skleić ciekawy materiał. Natomiast po przebrnięciu przez 14 tracków (deluxe) wrzuconych na Britney Jean rzuca się w uszy, że do wcześniejszych pozycji w większości wiele im brakuje.

6 grudnia 2013

Recenzja: Gary Barlow - Since I Saw You Last

Gary Barlow działa w branży od ponad 25 lat. Popularność zawdzięcza formacji Take That, w której spędził większość swojej kariery i z którą działa do dziś. W międzyczasie pracował też na własne nazwisko, wydając w sumie 3 solowe albumy. W porównaniu z twórczością wypuszczoną pod szyldem TT osiągnęły one znikomy sukces. Co ciekawe, sam materiał wcale nie jest słaby i spokojnie mógłby konkurować z dorobkiem zespołu. Dzisiaj omówimy sobie najnowsze, czwarte podejście Gary’ego zatytułowane ‘Since I Saw You Last’. Może akurat ono wywinduje artystę na szczyt.

Barlowowi oraz producentom (Steve Power i Mark Stent) udało się stworzyć tracki, które nie krzyczą desperacko o uwagę, a działają naprawdę kojąco dla ucha. Dzieje się tak, ponieważ tutejsza piętnastka zawiera elementy muzyki folkowej, czasami podchodzące nawet pod country – a wszystko to utrzymane w słyszalnie brytyjskim stylu. Czyli mamy do czynienia ze spokojnym materiałem. I tutaj pojawia się pytanie: czy przypadkiem nie za bardzo spokojnym.

4 grudnia 2013

Recenzja: Lady Gaga - ARTPOP

Polubiłem The Fame. Mało tego, że album pełen jest nośnych melodii, to na dodatek są one lekkie, wobec czego niepotrzebnie nie męczą ucha. W przypadku Born This Way z tym ostatnim jest problem – postawiono na ciężką, często surową elektronikę zręcznie przyprawiającą o spory ból głowy. To głównie dlatego od czasu recenzji nie ciągnęło mnie do ponownego odsłuchu całości. Zbyt ostre i momentami chaotyczne. Liczyłem, że wydając ARTPOP Gaga powróci do przyjemnych, radiowych melodyjek, które swoim super przebojowym charakterem podbiłyby wszechświat. A co otrzymałem? Elektronicznej divy ciąg dalszy.

Po pierwszym zaliczeniu zaprezentowanej trzynastki miałem mieszane uczucia, o czym napomknąłem na Twitterze. Z jednej strony materiał wydał mi się chwytliwy i w miarę świeży, jednak z drugiej czuć było posmak traumatycznego BTW. Na szczęście wraz z następnymi podejściami dzieło wyprodukowane głównie przez Zedda, Monsona i Zisisa zyskało w moich oczach/uszach większe uznanie. No ale po kolei.

10 listopada 2013

Recenzja: Arcade Fire - Reflektor

Wbrew pozorom, zespół Arcade Fire jest w Polsce bardzo popularny. Może nie na arenie typowo mainstremowej, ale z pewnością wśród miłośników alternatywnych wersji rocka – a tych w naszym kraju nie brakuje. Nic dziwnego, że muzyka Kanadyjczyków skradła ich serca. Trzy solidne LP’e wydane w przeciągu ostatnich 9 lat zostały docenione nie tylko przez fanów zespołu, lecz również krytyków muzycznych, wielokrotnie zbierając najwyższe noty. I słusznie, w pełni na nie zasłużyły. A czy ich najnowsza pozycja wypuszczona końcem października też może się o nie pokusić? Sprawdźmy to.

Wydane przez Merge Records Reflektor składa się z 13 utworów podzielonych na 2 CD. W większości stanowią one mieszaninę indie rocka z baroque popem, wzbogaconą o elementy elektroniki, często stylizowane na disco. Oryginalna mieszanka. I, co ważniejsze, solidnie wykonana.

27 października 2013

Recenzja: Katy Perry - Prism

1. Roar                                        11. This Moment
2. Legendary Lovers                12. Double Rainbow
3. Birthday                                  13. By the Grace of God
4. Walking on Air                      14. Spiritual
5. Unconditionally                     15. It Takes Two
6. Dark Horse                            16. Choose Your Battles
7. This Is How We Do
8. International Smile
9. Ghost
10. Love Me


Katy Perry już nieraz udowodniła, że ma dryg do nośnych melodyjek. Zazwyczaj nie są one wyjątkowo świeże czy tam pomysłowe, ale wpadają w ucho i zapewniają beztroską rozrywkę. Nie byłoby w tym niczego złego gdyby nie fakt, że kolejną zdolnością wokalistki jest skuteczne zatruwanie sobą list przebojów. Przykład? Album Teenage Dreams i wydane z niego single. Katy przez ponad dwa lata nie znikała z notowań, zdobywając podia coraz to nowymi trackami. Doprowadziło to do tego, że po pewnym czasie jej wokal zacząć działać radiosłuchaczom na nerwy. Co w tym wypadku zrobiła artystka? Wydała nowy krążek. Z jednej strony to dobrze, że kuje żelazo póki gorące. Jednak z drugiej wiele osób może wpaść w szał znów/wciąż słysząc jej głos. Chyba że jej materiał okaże się naprawdę mocny. 

Prism jest owocem współpracy z Dr. Luke’m, Maxem Martinem, Cirkutem i wieloma innymi postaciami specjalizującymi się w lekkich, popowych klimatach. Owoc ten zawiera 16 w pełni radiowych utworów, które z pewnością zawładną stacjami formatu CHR. I tutaj pojawia się pytanie - czy będzie to zasługą ich czy raczej prestiżowego nazwiska, którym będą promowane?

14 października 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #9 (cz. 2)

Agnes Obel - Aventine

Ilość tracków: 11
Gatunek: folk, indie
Label: Pias Recordings
Singiel: The Curse
Na plus: wydawnictwo jest naprawdę równe...
Na minus: jw.
Proponowana ocena: 5/6


Teraz rzućmy uchem na nowy krążek Agnes Obel, wobec którego wręcz nie dało się przejść obojętnie – głównie za sprawą intensywnej promocji na Spotify i Vevo. Tak więc mamy do czynienia z muzyką folkową prezentującą tajemnicze skandynawskie klimaty. Zbudowano je poprzez zastosowanie wielu najróżniejszych instrumentów, wśród których dominują smyczkowe i klawiszowe. To właśnie z nich powstały surowe brzmienia, które dopełniane przez zmysłowy wokal Agnes (przywodzący na myśl Norę Jones, szczególnie w Pass Them By) poskutkowały powstaniem niezwykle czarujących kompozycji. I, tak przy okazji, bardzo subtelnych oraz harmonijnych, co dodatkowo pomaga odbiorcy poczuć skandynawską magię. Nie trzeba się specjalnie koncentrować na tym materiale – sam przyciąga uwagę słuchacza wprowadzając go w nostalgiczny nastój. A czy jest przebojowy? Owszem, ale na pewno nie w radiowy sposób. Hitowe melodyjki jedynie popsułyby jego wysublimowany charakter.

10 października 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #9 (cz.1)

Janelle Monáe - Electric Lady

Ilość tracków: 19
Gatunek: pop, neo soul, od biedy r&b
Label: Bad Boy Records
Single: Q.U.E.E.N., Dance Apocalyptic
Na szczególny plus: Electric Lady, Primetime + single
Na minus: Sally Ride
Proponowana ocena: 5/6


W skład drugiego LP’a amerykańskiej wokalistki wchodzą nagrania stanowiące mieszankę muzyki popularnej, funku, gospelu, r&b i neo soulu – a wszystko to utrzymane w ciepłej, przyjemnej dla ucha stylistyce. Mnogość stylów przełożyła się na spore zróżnicowanie brzmień poszczególnych kompozycji. Owszem, zręcznie tworzą one spójny koncept, jednak ciężko znaleźć dwa utwory znacząco do siebie podobne. Na ogół obcujemy z chwytliwymi, naprawdę nośnymi melodiami, które wspomagane przez przyjaźnie brzmiący głos Janelle i nieliczne grono wyrazistych gości (Prince, Erykah Badu, Solange, Miguel, Esperanza Spalding) sprawiają, że nawet po kolejnych odsłuchach trudno przeskipować którykolwiek track. Wszystko (poza Sally Ride) wciąga, niezależnie od tego czy mamy do czynienia z wolną balladą (Primetime) czy potencjalnym radiowym hitem (Electric Lady). I to bez użycia nachalnych syntezatorów ani oklepanych schematów. Jest w miarę świeżo, kreatywnie, lekko i różnorodnie. Może niezbyt emotywnie, lecz w tym przypadku nie stanowi to problemu. Charyzmatyczny wokal i proste, ale atrakcyjne melodie w pełni to rekompensują. Dobra produkcja. A nawet bardzo.

22 września 2013

Recenzja: Jason Derulo - Tattoos

Jason Derulo nigdy specjalnie mnie nie intrygował. Chociaż w 2010 roku wystartował z całkiem przyjemnym materiałem, którego miło słuchało się w radiu, to brakowało mu wyrazistości, niepowtarzalnego stylu i wartości, które mógłby zaprezentować słuchaczom wyłącznie on. Future History z 2011 roku mało tego, że składało się z nieco mniej wciągających nagrań, to okazało się równie wyblakłe. Wręcz ukazało Jasona jako bardziej popowego bliźniaka Chrisa Browna. Po Tattoos nie oczekiwałem cudów – wiedziałem, że będzie to tania rozrywka nadająca się jedynie na sporadyczne, jednorazowe odsłuchy, zresztą tak jak ostatnio. No i dostałem dokładnie to, na co liczyłem.

Wydane przez Warner Bros. Records, a wyprodukowane przez sztab fachowców (RedOne, The Cataracs, DJ Frank E i wiele innych) Tattoos zawiera 11 kompozycji stanowiących przegląd wszystkiego, co obecnie najmodniejsze w mainstreamie. Większość z nich to oczywiście typowo popowe melodyjki niekiedy podchodzące pod R&B. Poza tym usłyszymy maksymalnie radiowe odmiany hip hopu, soulowo podobnych ballad, a nawet jeden motyw klubowy. Czyli pakiet uwielbiany przez Eskowiczów. Przyjrzyjmy się jego jakości.

15 września 2013

Recenzja: Natalia Kills - Trouble

1. Television                                11. Watching You
2. Problem                                    12. Marlboro Lights
3. Stop Me                                    13. Trouble
4. Boys Don't Cry
5. Daddy's Girl
6. Saturday Night
7. Devils Don't Fly
8. Outta Time
9. Controversy
10. Rabbit Hole

Wiele wskazywało, że Natalia Kills pozostanie gwiazdką jednego przeboju. Po wypuszczeniu w 2011 roku krążka Perfectionist zaczęło się marudzenie, że kopiuje Lady Gagę, brak jej oryginalności itd. Pomimo kilku wydanych singli, znaczący rozgłos uzyskał jedynie Mirrors. Po tym, jak czas jego świetności przeminął, o artystce zrobiło się cicho. Nawet gdy ostatnio obwieściła światu informację o nadchodzącym albumie, mało kto zwrócił na to uwagę. I tutaj pojawia się pytanie – czy materiał z Trouble ma szansę wywindować Natalię na szczyt? Po przesłuchaniu muszę przyznać, że owszem, ma. Ale znikomą.

Trouble to 13 nagrań reprezentujących niewyszukany, radiowy electropop. Jako że wzbogacono go o rockowe elementy, usłyszymy tu perkusję, gitary i, co za tym idzie, ostre riffy – a wszystko to oplecione różowymi syntezatorami. Odpowiadają za to głównie Jeff Bhasker i Emile Haynie (ci od MBDTF Kanyego i MOTM2 Kida Cudiego), wspierani przez Glass Johna oraz Guillaume Doubeta. Jednak tym razem połączenie: topowe brzmienia + rozgarnięci producenci + charyzmatyczna wokalistka wcale nie zaowocowało hitem.

7 września 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #8

Naughty Boy - Hotel Cabana

Ilość tracków: 18
Gatunek: mix hip hopu, popu, r&b i od biedy soulu
Label: Virgin EMI Records
Single: Wonder, La La La, Lifted
Na plus: Think About It, Wonder, Get Lucky feat. Tanika (niby cover, a fajny)
Na minus: One Way, So Strong
Proponowana ocena: +4/6


Gdyby dać mi do odsłuchu album Hotel Cabana nie podając autora, z łatwością bym trafił, że jest nim Naughty Boy. Bo chociaż jest to jego debiutanckie dzieło, tutejszy styl można usłyszeć w wielu nagraniach, w których Shahid udzielał się jako producent (patrz: wydawnictwo Emeli Sandé). Poza przyjemnym brytyjskim popornb (zazwyczaj właśnie z udziałem Emeli), usłyszymy utwory typowo hip hopowe (Think About It), czysto popowe radióweczki (La La La) oraz ckliwe klimaty indie (Top Floor). Krążek jest maksymalnie zróżnicowany, to nie podlega wątpliwości. Poza tym Shahid oparł swoje produkcje o nowoczesne brzmienia, jednocześnie zwracając uwagę na ich świeżość i, oczywiście, przebojowe oblicze. W związku z tym większość pozycji bez problemu wpada w ucho i wywołuje jakieś tam emocje. To drugie jest też zasługą zaproszenia do współpracy wyrazistych postaci; przykładowo Emeli Sandé i Ed Shreen rozczulają swoim wokalem, a lajtowe flow Wiza Khalify nadaje numerom stosunkowo beztroskiego charakteru. Reasumując, warto zabrać się za ten krążek – gospodarz pozbierał wszystkie najlepsze motywy ze swojej dotychczasowej działalności, a następnie przeniósł je na Hotel Cabana. Chwytliwa, przemyślana i nawet nieoklepana propozycja.