Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metal. Pokaż wszystkie posty

5 kwietnia 2014

Recenzja: Anette Olzon - Shine

Zapewne pamiętacie, jak w 2007 roku dołączenie Anette Olzon do Nightwish podzieliło fanów formacji. Jeden obóz opłakiwał odejście Tarji, traktując Anette jak przybłędę z ulicy, która kompletnie nie czuje klimatu zespołu. Natomiast drugi, widząc w nowej wokalistce spory potencjał, szybko zaadaptował się do zmian. Do tej grupy było mi najbliżej. Nie podlega wątpliwości, że wkład Anette w nastrojowość kompozycji był ogromny - to właśnie za jej czasów Nightwish wydał mi się najatrakcyjniejszy. Po jej odejściu, zacząłem zastanawiać się, jak poradzi sobie bez zespołu. Teraz mam okazję to sprawdzić.

Na dziesięciotrackowym Shine wokalistka zrywa z epickim rozmachem charakterystycznym dla produkcji Nightwisha. Zamiast tego prezentuje nam spokojne dźwięki, wśród których dominuje połączenie skrzypiec, gitar i klawiszy. I tak przez niemal całe 38 minut. Taka konwencja ma swoje plusy. Jednak minusów jest o wiele więcej.

27 grudnia 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #10

Lissie - Back to Forever

Ilość tracków: 12
Gatunek: rock, pop, indie, motywy folku
Label: Columbia Records
Single: Shameless, Further Away (Romance Police), Sleepwalking
Na plus: Przesłuchaj całość. Obowiązkowo.
Na minus: -
Proponowana ocena: +5/6


Drugi album amerykańskiej wokalistki jest o tyle ciekawy, że cechuje się potężną dawką przebojowości, powstałą bez pomocy plastiku ani oklepanych schematów. Mamy do czynienia z mieszaniną muzyki rockowej, indie oraz popu, co wbrew pozorom stanowi rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. Głównie dlatego, że wszystkie tracki prezentują się równie atrakcyjnie. Część z nich zaskakuje sporą chwytliwością (singlowe Can’t Take It Back, Further Away (Romance Police), Shameless etc.), a część wyrazistym klimatem. Zwłaszcza beztroskim (I Bet On You, I Don’t Wanna Go To Work) i nostalgicznym (Love In The City). Pomimo sporego zróżnicowania klimatu oraz tempa materiał jest bardzo spójny – poszczególne utwory wzajemnie się uzupełniają, wobec czego bez względu na stałą konwencję ciągle coś się dzieje. W rezultacie można zapomnieć o monotonii. Dawno nie słyszałem tak atrakcyjnego i jednocześnie dopracowanego materiału. I równie niedocenianego, tak swoją drogą. Jeden z moich faworytów jeżeli chodzi o najlepsze płyty 2013.



31 sierpnia 2013

Recenzja: Tarja Turunen - Colours in the Dark

1. Victim Of Ritual
2. 500 Letters
3. Lucid Dreamer
4. Never Enough
5. Mystique Voyage
6. Darkness
7. Deliverance
8. Neverlight
9. Until Silence
10. Medusa


Dzisiaj przenieśmy się do Skandynawii – krainy metalem i folkiem płynącej. Stamtąd pochodzi Tarja Turunen, znana jako pazerna_laska_którą_wywalili_z_Nightwish. W gruncie rzeczy Tarja to zdolna artystka. Przygodę z muzyką rozpoczęła w bardzo młodym wieku, najpierw udzielając się w chórach kościelnych, potem uczęszczając do szkół muzycznych. Swój rozgłos zawdzięcza właśnie grupie Nightwish, z którą w ciągu 9 lat wydała 5 krążków. Z kolei na własne konto pracuje od 2005 roku. Jak widać, nie jest to osoba lubiąca się nudzić. Dlatego niespełna 3 lata od wypuszczenia ostatniego LP’a mamy okazję usłyszeć jej świeżutki materiał.

Wydane nakładem Universal M.R. i niemieckiego Earmusic Colours in the Dark to 13 numerów reprezentujących klimaty metalu symfonicznego wzbogaconego o niewielkie folkowe motywy. Całość dopełniana jest wysokim sopranem wokalistki, przywodzącym na myśl muzykę operową. To między innymi dzięki temu eklektycznemu połączeniu Nightwish nigdy nie narzekał na brak fanów. Wtedy się sprawdziło. A teraz?

11 sierpnia 2013

Recenzja: Asking Alexandria - From Death to Destiny

1. Don't Pray For Me               11. The Road
2. Killing You                             12. Until The End
3. The Death Of Me                  13. The Death Of Me (Rock Mix)
4. Run Free
5. Break Down The Walls
6. Poison
7. Believe
8. Creature
9. White Line Fever
10. Moving On


- Trzymaj – powiedziała koleżanka, superhotsexy Gotka, dziecko szatana i kto wie czyje jeszcze. – Oto krążek, który opiszesz na tym swoim blogu. Nie musisz oddawać.
- Tak właściwie to mam o czym pisać.
- Znowu coś z radosnego kanonu: pop, elektronika, arenbi, hip hop? – mało tego, że Gotka to jeszcze jasnowidz.
- Yep.
- Skończ wreszcie z tym radiowym gównem, bo masz przecież czytelników, którzy lubią porządne darcie ryja. O ile jeszcze sobie nie poszli. W końcu od ponad 8 miesięcy nie poświęcałeś im uwagi. Ciągle tylko te kolorowe melodyjki.

Rzuciłem okiem na archiwum bloga. Rzeczywiście, dawno nie pisałem o czymś mocniejszym. Czas nadrobić zaległości. 

21 maja 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #4 (cz.1)

James Blake - Overgrown

Ilość tracków: 10
Gatunek: elektronika
Label: ATLAS Records/A&M Records/Polydor Records
Single: Retrograde
Na plus: wszystko, a w szczególności Take a Fall For Me (feat. RZA)
Na minus: konsekwentnie, nic
Proponowana ocena: +5/6


Overgrown to elektronika, którą ciężko nazwać beztroską. Tak dla odmiany zaprezentowano nam bardzo subtelne kompozycje - tajemnicze i poniekąd nostalgiczne. Nie ma tu niczego co pasowałoby do klubu, czy na jakiekolwiek imprezy. To spokojna muzyka, idealnie nadająca się na soundtrack pod samotne, chilloutowe wieczory z książką i koniakiem. Ponadto jest o tyle ciekawa, że pomimo kompletnego braku radiowego potencjału, niewiarygodnie wciąga. Wynika to głównie z obecności ciepłych melodii, które nie tylko przyjemnie nastrajają umysł, ale też dostarczają wysublimowanej rozrywki. Co więcej, całość jest niezwykle dopracowana, na tyle spójna, że nie ma potrzeby przeskakiwać pomiędzy utworami. Uruchamiasz tytułowe Overgrown, kończysz dopiero na Our Love Comes Back. Niby ich tempo jest stosunkowo wolne, ale i tak obeszło się bez flegmatycznych elementów mogących znużyć słuchacza. Jak na razie, jest to jedna z najlepszych płyt, jakie słyszałem w tym roku. Gdyby tylko była jeszcze bardziej nowatorska…


13 lutego 2013

Recenzja: Bullet For My Valentine - Temper Temper

Lubię pozytywne zbiegi okoliczności. A tak się składa, że jeden z nich nastąpił w przypadku mojej kariery z Bullet For My Valentine. Co prawda zespół znam już od dłuższego czasu, jednak dopiero w styczniu zaopatrzyłem się w całą jego (długogrającą) dyskografię, czyli albumy 'The Poison', 'Scream, Aim, Fire' i 'Fever'. Niedługo po tym dowiedziałem się o nowym wydawnictwie, zapowiedzianym na połowę lutego – to, że opisanie go będzie moim priorytetem było więc oczywiste. W końcu jestem na bieżąco i wszystkie wymagane informacje mam już w główce. Krążek w sprzedaży, pora na tekścik.

Temper Temper to zbiór 11 utworów utrzymanych w agresywnym, typowo metalcorowym klimacie, stanowiącym kontynuację poprzednich pozycji. Ich produkcję powierzono, tak jak ostatnio, Donowi Gilmore, znanemu ze współpracy z m.in. Duran Duran, Linkin Park i Hollywood Undead. Gość już nieraz udowodnił, że zna się na rzeczy. Ciekawe, co zmajstrował tym razem.

11 stycznia 2013

Recenzja: Hollywood Undead - Notes from the Underground

Niezła kapela: mało tego, że ukształtowała sobie charakterystyczny, wyrazisty styl, to ponadto świetnie zrealizowała pomysł na płytę – takie były moje odczucia, gdy dwa lata temu przypadkowo zetknąłem się z Hollywood Undead. Zarówno Swan Songs, jak i późniejsze American Tragedy, okazały się pozycjami wartymi regularnego wałkowania. Głównie za sprawą nieszablonowych i jednocześnie szybko zapadających w pamięć melodii, które mimo że nie były idealne, nigdy nie zeszły poniżej dobrego poziomu. Gdy tylko dowiedziałem się, że grupa wydaje trzeci krążek, obiecałem sobie, że rzucę na niego uchem i obowiązkowo opiszę. Pora się wywiązać.

Na Notes From The Underground panowie standardowo obracają się w klimatach rapcore’u. Jest to połączenie ostrych, ale łatwych do przetrawienia metalowych brzmień i licznych elementów hip hopu. Tak jak ostatnim razem, poza samym zespołem, za dźwięki odpowiadają Griffin Boice, Danny Lohner i Sam Hollander, którzy na full wersję nagrali w sumie 14 kompozycji. W porównaniu do poprzedników, wypadają one nieco grzeczniej. Czy to źle?

29 kwietnia 2012

Recenzja: Marilyn Manson - Born Villain

W przemyśle muzycznym można spotkać wielu wyrazistych artystów słynących ze swojego specyficznego wizerunku. Jedną z takich postaci jest właśnie pan Manson, który wraz z Tiggym, Fredem oraz Jasonem tworzą zespół 'Marilyn Manson'. W czasie swojej ponad 20-letniej działalności wydali 7 ciekawych krążków, dwa albumy z remixami, dwie kompilacje, jeden live oraz 20 singli. Dzięki szokującemu image'owi wokalisty, licznym trasom koncertowym oraz oczywiście muzyce, band stał się jedną z ikon metalu. Dzisiaj rozpiszę się na temat ich najnowszego wydawnictwa, którego premiera odbyła się 29 kwietnia.

W skład Born Villain (wersji, którą można nabyć w iTunes) wchodzi 15 tracków będących połączeniem industrial metalu oraz alternatywnego rocka. Mówiąc po polsku, mamy do czynienia ze 'subtelnym darciem ryja', czyli dźwiękami, dla których słowo 'metal' jest w większości czysto teoretyczne. Poniżej kilka szczegółów.

18 marca 2012

Recenzja: Epica - Requiem for the Indifferent

Obok Nightwisha, Epica to jeden z najpopularniejszych zespołów wykonujących metal symfoniczny. Muzycy w składzie: Mark, Yves, Coen, Simone, Ariën oraz Issac, grają ze sobą od 2002 roku (w międzyczasie były w ekipie pewne roszady) prezentując do tej pory 4 studyjne krążki, które na stałe zadomowiły się w odtwarzaczach większości fanów gatunku - szczególnie wśród tych, którzy kochają muzykę ich fińskich kolegów. Ostatnio band postanowił przypomnieć o sobie i 12 marca wydał na światło dzienne premierowy materiał.


Piąty LP holenderskiej formacji Epica zwie się Requiem for the Indifferent i w najuboższej wersji składa się z 13 tracków będących niczym innym jak tylko kolejnymi reprezentantami gatunku, jakim jest metal symfoniczny. W sumie, mamy zapewnioną ponad godzinę rozrywki, która mimo iż nie stoi na zawrotnie wysokim poziomie, to i tak jest godna polecenia - przede wszystkim fanom zespołu, chociaż nie tylko. Poniżej podaję parę powodów.

4 grudnia 2011

Recenzja: Nightwish - Imaginaerum

Zapewne większość osób czytających ten tekst zna grupę Nightwish i wie też, że podczas swojej 15-letniej kariery wydała 6 płyt, które odnosiły niemały sukces - a to dlatego, że słuchacze pokochali patent połączenia cięższych brzmień z muzyką filmowo-operowo-ludową, przez co zespół stał się popularny nie tylko w ojczystej Finlandii, ale również na arenie międzynarodowej. To tak w ramach (dosłownie) jednozdaniowego wprowadzenia do ich najnowszego, siódmego już wydawnictwa - a teraz przekonajmy się, z czym tak właściwie mamy do czynienia.


Imaginaerum, bo o nim mowa, w wersji podstawowej składa się z 13 tracków utrzymanych w typowych dla Nightwish'a klimatach metalu symfonicznego zawierającego znaczne ilości folku. W stosunku do wcześniejszych krążków, można zaobserwować znacznie odważniejsze przesunięcia w stronę baśniowo-teatralnych motywów, przez które płyta nabywa swoistego, 'epickiego' uroku -  troszkę większego niż ostatnim razem. Wszystko standardowo pod patronatem wytwórni Nuclear Blast.