25 lutego 2014

Recenzja: Sophie Ellis-Bextor - Wanderlust

Recenzję Make a Scene napisałem w pierwszym roku działalności bloga – okresie, z którego nie jestem szczególnie dumny. Niepotrzebnie skrytykowałem wtedy bardzo dobre dzieło, które wówczas wydało mi się przekombinowane i chaotyczne. Elektronika w jakiejkolwiek formie nie była moją mocną stroną. Jednak po pewnym czasie, gdy już przekonałem się do gatunku, krążek długo nie opuszczał mojej playlisty. Od tamtej pory, nigdy nie zaliczyłem podobnej wpadki. Zabierając się za Wanderlust nie chciałem popełnić analogicznego błędu. Na szczęście nie miałem tego typu problemów. Łatwo rozgryźć ten krążek.

Tym razem dostajemy 11 utworów, które z Make a Scene mają niewiele wspólnego. Przede wszystkim różnią się gatunkiem. Mamy tutaj do czynienia ze wyważonym indie rockiem, ocierającym się o folkowe klimaty. Wbrew pozorom oraz nudnemu trailerowi, nagrania mają dużo do zaoferowania - zarówno na arenie akustycznej, jak i emocjonalnej. A co dokładnie, o tym poniżej.

3 lutego 2014

Recenzja: Bruce Springsteen - High Hopes

Niedawno znacząco ograniczyłem odsłuchy potencjalnie słabych wydawnictw. Nawet w celach recenzenckich. Zamiast tego zamierzałem skupić się na prezentowaniu wam wyłącznie wybitnych płyt, mogących wnieść do waszej playlisty powiew świeżości. Takim krążkiem miał być High Hopes Bruce’a Springsteena – artysty, który nie wie, czym jest bylejakość. Spodziewałem się charyzmatycznego, emocjonującego i nieprzewidywalnego dzieła, co dla Springsteena nie powinno być trudnym osiągnięciem. Dostałem przeciętne odrzuty. Czyli mój błyskotliwy plan znowu nie wypalił.

Osiemnasty krążek Bruce’a zawiera 12 nagrań utrzymanych w klimacie kultowego folk rocka. Dopracowaniem aspektów technicznych zajęli się Ron Aniello i Brendan O’Brien, którzy nie pierwszy raz pracowali nad nagraniami Springsteena. Jednak tym razem wyszło im to zaskakująco słabo. Gdyby nie sesja, powiedziałbym, że ta pozycja zepsuła mi tydzień.

19 stycznia 2014

Recenzja: Stephen Malkmus and the Jicks - Wig Out at Jagbags

Według last.fm, większość z was nie kojarzy dorobku formacji Stephen Malkmus and the Jicks, w skład której wchodzi Stephen Malkmus (tak, jego oraz kapelę Pavement to już znacie), Mike Clark, Joanna Bolme i Jake Morris. Grupa działa od niemal 14 lat, wydając przez ten czas 5 krążków, które wysoko oceniła większość prestiżowych krytyków. Słuchacze zresztą też, co przełożyło się na stosunkowo wysoką sprzedaż. 3 lata od wypuszczenia ostatniego albumu, Mirror Traffic, zespół powrócił z nowym materiałem. Dzisiaj dowiecie się, czy aby na pewno jest się czym podniecać.

12 kompozycji zamkniętych pod szyldem Wig Out at Jagbags są przedstawicielami stonowanego, klasycznego indie rocka. Za ich wyprodukowanie odpowiadają członkowie zespołu, momentami wspierani przez Remko Schoutena, którego głównym zadaniem było miksowanie wokali. Wydaniem tego dzieła standardowo zajęła się Matador Records, czyli niezależna wytwórnia specjalizująca się właśnie w indie rocku. Teraz, gdy już wiecie kto, co i jak, możemy przejść do wrażeń akustycznych.

10 stycznia 2014

Recenzja: Kid Ink - My Own Lane

Kid Ink nigdy nie był raperem, do którego pałałbym ogromną miłością. Jego dotychczasowe krążki nie wzbudziły we mnie większych emocji, zazwyczaj były po prostu poprawne. Bez znaczących uniesień, bez rażących wtop. Zabierając się za odsłuch My Own Lane nie liczyłem więc na ponadczasowe wydawnictwo, pełne mistrzowsko wyprodukowanych nagrań, błyszczących pomysłowym charakterem. To była dobra decyzja, bo po kilkukrotnym zaliczeniu materiału muszę przyznać, że nie doczekałbym się niczego podobnego. W takim razie sprawdźmy, czy jest sens zabierać się za tę pozycję.

W skład My Own Lane wchodzi 18 numerów utrzymanych w bardzo lekkiej odmianie hip hopu. Czasami wręcz tak lekkiej, że ciężko stwierdzić, czy to jeszcze hip hop, czy już spopiałe R&B. Produkcją zajęli się m.in. DJ III Will, J. Grand, The Futuristics, Danja i DJ Mustard, czyli osoby mające spore doświadczenie w współpracach z mainstreamowymi raperami. Efekt ich pracy, chociaż mało wyrazisty, posiada kilka aspektów, którymi warto się zainteresować. Oto garść szczegółów.

8 stycznia 2014

Przegląd Płyt Pominiętych #12

Childish Gambino - Because the Internet

Ilość tracków: 19
Gatunek: hip hop, PBR&B
Label: Glassnote & Island Records
Singiel: 3005
Na duży plus: The Worst Guys, No Exit, Life: The Biggest Troll (Andrew Auernheimer)
Na minus: -
Proponowana ocena: 5/6

A oto mój grudniowy faworyt. Because the Internet, jak przystało na solidną hip hopową produkcję, składa się z ciekawie opracowanych pozycji intrygujących nieprzewidywalnym charakterem. Poza soczystymi, bujającymi bitami posłuchamy wielu elektronicznych eksperymentów pełnych poszarpanych, ale spójnych motywów. Tak więc całość zdecydowanie odbiega od radiowych standardów. Jednak na swój sposób wpada w ucho i czaruje przyjemnym, po części beztroskim, a czasami nawet tajemniczym brzmieniem, przy którym bez problemu można się odprężyć, jednocześnie wciąż koncentrując się na materiale. Dodatkowo biorąc pod uwagę barwne głosy w featuringu (m.in. Chance The Rapper, Jhené Aiko i Azealia Banks) możemy nastawić się na maksymalnie zróżnicowane i pomysłowe produkcje, którymi fani hip hopu i PBR&B powinni się zainteresować. Ja to kupuję. 



1 stycznia 2014

Przegląd Płyt Pominiętych #11

Tinie Tempah - Demonstration

Ilość tracków: 15
Gatunek: hip hop zahaczający o pop i elektronikę
Label: Parlophone
Single: Trampoline, Children of the Sun
Na plus: It's OK, Looking Down the Barrel, Lost Ones, Lover Not a Fighter
Na minus: Shape
Proponowana ocena: 4/6

W zeszłym roku wręcz nie mogłem doczekać się tego krążka. Liczyłem na coś mega mocnego, co szybko mi się nie znudzi. Co prawda im bliżej premiery, tym mniejsze miałem zarówno oczekiwania, jak chęci do odsłuchu, jednak ostatecznie i tak jestem zadowolony z jakości Demonstration. Pełno tu lekkostrawnych, dynamicznych brzmień, które nawet jeśli mają niewiele wspólnego z grimem, to i tak prezentują się nad wyraz nieźle. Mamy do czynienia z hip hopem zmiękczonym utalentowanymi gwiazdeczkami w featuringu (Paloma Faith, Laura Mvula, Emeli Sandé itd). W rezultacie większość brzmień przyjmuje radiowy charakter i opiera się na schemacie: buńczuczny rap Tiniego – słodziutki refren. Czyli patent wylansowany przez Eminema w LTWYL. Pomimo szablonowego charakteru, nagrania dostarczają rozrywki na stosunkowo wysokim poziomie. Słuchasz, wpada w ucho, czasami coś pozytywnie zaskoczy, potem zapętlasz. Jest to mało wyrafinowana muzyka, broniąca się połączeniem charyzmy gospodarza z prostymi, lecz niewiarygodnie chwytliwymi melodiami, którym można wybaczyć przewidywalność i niewielką schematyczność. Nie zmusza do głębokich refleksji, ale jeśli chcesz posłuchać czegoś modnego, melodyjnego i beztroskiego, co zarazem nie będzie raziło przesadną wtórnością, rzuć na to uchem. Zwłaszcza jeśli polubiłeś Disc-Overy oraz ostatnie wydawnictwo Labrintha i Naughty Boya. Dobra, chociaż mało odkrywcza robota. 

27 grudnia 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #10

Lissie - Back to Forever

Ilość tracków: 12
Gatunek: rock, pop, indie, motywy folku
Label: Columbia Records
Single: Shameless, Further Away (Romance Police), Sleepwalking
Na plus: Przesłuchaj całość. Obowiązkowo.
Na minus: -
Proponowana ocena: +5/6


Drugi album amerykańskiej wokalistki jest o tyle ciekawy, że cechuje się potężną dawką przebojowości, powstałą bez pomocy plastiku ani oklepanych schematów. Mamy do czynienia z mieszaniną muzyki rockowej, indie oraz popu, co wbrew pozorom stanowi rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. Głównie dlatego, że wszystkie tracki prezentują się równie atrakcyjnie. Część z nich zaskakuje sporą chwytliwością (singlowe Can’t Take It Back, Further Away (Romance Police), Shameless etc.), a część wyrazistym klimatem. Zwłaszcza beztroskim (I Bet On You, I Don’t Wanna Go To Work) i nostalgicznym (Love In The City). Pomimo sporego zróżnicowania klimatu oraz tempa materiał jest bardzo spójny – poszczególne utwory wzajemnie się uzupełniają, wobec czego bez względu na stałą konwencję ciągle coś się dzieje. W rezultacie można zapomnieć o monotonii. Dawno nie słyszałem tak atrakcyjnego i jednocześnie dopracowanego materiału. I równie niedocenianego, tak swoją drogą. Jeden z moich faworytów jeżeli chodzi o najlepsze płyty 2013.