23 maja 2013

21 maja 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #4 (cz.1)

James Blake - Overgrown

Ilość tracków: 10
Gatunek: elektronika
Label: ATLAS Records/A&M Records/Polydor Records
Single: Retrograde
Na plus: wszystko, a w szczególności Take a Fall For Me (feat. RZA)
Na minus: konsekwentnie, nic
Proponowana ocena: +5/6


Overgrown to elektronika, którą ciężko nazwać beztroską. Tak dla odmiany zaprezentowano nam bardzo subtelne kompozycje - tajemnicze i poniekąd nostalgiczne. Nie ma tu niczego co pasowałoby do klubu, czy na jakiekolwiek imprezy. To spokojna muzyka, idealnie nadająca się na soundtrack pod samotne, chilloutowe wieczory z książką i koniakiem. Ponadto jest o tyle ciekawa, że pomimo kompletnego braku radiowego potencjału, niewiarygodnie wciąga. Wynika to głównie z obecności ciepłych melodii, które nie tylko przyjemnie nastrajają umysł, ale też dostarczają wysublimowanej rozrywki. Co więcej, całość jest niezwykle dopracowana, na tyle spójna, że nie ma potrzeby przeskakiwać pomiędzy utworami. Uruchamiasz tytułowe Overgrown, kończysz dopiero na Our Love Comes Back. Niby ich tempo jest stosunkowo wolne, ale i tak obeszło się bez flegmatycznych elementów mogących znużyć słuchacza. Jak na razie, jest to jedna z najlepszych płyt, jakie słyszałem w tym roku. Gdyby tylko była jeszcze bardziej nowatorska…


19 maja 2013

Recenzja: Daft Punk - Random Access Memories


1. Give Life Back to Music
2. The Game of Love
3. Giorgio by Moroder
4. Within
5. Instant Crush
6. Lose Yourself to Dance
7. Touch
8. Get Lucky
9. Beyond
10. Motherboard
11. Fragments of Time
12. Doin' It Right
13. Contact


Pierwszą rzeczą, która wpada mi do głowy, gdy myślę o francuskim duecie Daft Punk, są ich komiczne hełmy, wyglądające na żywcem wyjęte z Power Rangers. Następnie przechodzę do muzyki. Tutaj moje skojarzenia są o wiele przyjemniejsze. Chociaż nie miałem okazji przesłuchać wszystkich trzech wydanych dotychczas krążków, to znajomość ‘Discovery’ w pełni wystarczyła, bym wiedział, że jest to formacja godna uwagi. Mimo to, był okres, kiedy całkowicie zapomniałem o jej istnieniu i zająłem się innymi przedstawicielami elektroniki. Aż tu nagle pojawia się intensywnie promowany singiel. I to nie byle jaki.

Nie byle jaka okazała się też pozostała dwunastka, która standardowo łączy house z disco i funkiem, odróżniając tym samym twórczość Francuzów od innych tego typu zespołów. Za pomysł oraz brzmienie Random Access Memories odpowiadają, jak przystało na wysokiej klasy producentów, członkowie Daft Punk, czyli Guy-Manuel i Thomas Bangalter, okazjonalnie wspierani przez m.in. Pharrella Williamsa (który udziela się również wokalnie) oraz DJ Falcona. Natomiast dystrybucję + promocję powierzono wytwórniom Daft Life i Columbia Records. Podstawowe informacje mamy już za sobą, teraz przejdźmy do konkretów.

17 maja 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #3


Laura Mvula - Sing To The Moon
Ilość tracków: 18 (Deluxe)
Gatunek: soul, pop, od biedy R&B i folk
Label: RCA Victor
Single: SheGreen Garden, That's Alright
Najlepsze momenty: Can't Live With The World, Flying Without You, I Don't Know What The Weather
Najgorsze momenty: czy ja wiem...
Proponowana ocena: 5/6


Laurą zainteresowałem się dzięki BBC Radio 1, gdzie całkiem niedawno intensywnie promowano utwór Green Garden. Wydawnictwo utrzymano głównie w konwencji tego singla, czyli do soulu wykonanego z brytyjskim rozmachem dorzucono elementy popu i gdzieniegdzie jazzu. W praktyce przywodzi to na myśl mieszankę klimatów Emeli Sandé z ostatnią odsłoną Tatiany Okupnik. Podkład w większości składa się z dźwięków pochodzących z szerokiej gamy ‘żywych’ instrumentów – nie tylko oklepanego fortepianu i gitary, ale też, dajmy na to, harfy czy puzonu. Ponadto, za sprawą licznych chórków, kompozycje nabrały nieco ‘orkiestrowego’ charakteru. Na szczęście obeszło się bez patosu, bo całość mimo wszystko chwyta za ucho i prawie wcale nie nudzi. W dużej mierze jest to zasługą zróżnicowanego tempa, ponieważ poza balladami znajdziemy tu garść szybszych motywów, które ułatwiają utrzymanie uwagi na słuchanym materiale. Pisząc prościej, słuchasz i nie masz wrażenia, że ciągle leci to samo. Dlatego słuchasz dalej.



21 kwietnia 2013

Recenzja: Kid Cudi - Indicud

Kid Cudi jest artystą (prawie) idealnym. Mało tego, że nagrywa muzykę, którą śmiało można nazwać zjawiskową, to na dodatek nie potrzebuje do tego diecezji fachowców prowadzących go za rączkę. Rapuje, śpiewa, gra na gitarze, pisze, produkuje, okazjonalnie sobie aktorzy. Ponadto, podobnie jak ja, błyszczy wrodzoną charyzmą pomagającą mu szybko zjednać sobie rzesze fanów. To tylko część powodów, z których można go pokochać. Jak już się domyślacie, mocno napaliłem się na jego najnowsze wydawnictwo. Nic dziwnego, przecież zarówno debiutancki mixtape, jak i 2 długogrające krążki całkowicie pokryły się z moim gustem. Nie tylko wpadały w ucho, ale jeszcze były niezwykle emotywne. Tego samego oczekiwałem po Indicudzie.

Szkoda, że nie jest to produkcja perfekcyjna. W odróżnieniu od poprzedników, tutejsza osiemnastka nie oferuje wycieczki do krainy nostalgii. Przynajmniej nie robi tego tak bezpośrednio jak dotychczas. Mimo to materiał wciąż wydaje się tajemniczy i nieprzewidywalny - niby wiemy, że będzie to hip hop zmiksowany z elektroniką i rockiem; wiemy też, że do featuringu zaproszono kilku wyrazistych gości, którzy zapewne znacząco urozmaicą tracki. Jednak wszystko inne pozostaje wielką niewiadomą, bo, w odróżnieniu od pokrewnych wykonawców, Kid Cudi nigdy nie korzystał z utartych schematów, wobec czego ciężko przewidzieć, jakie elementy poskłada do kupy tym razem. Przesłuchałem i jestem na tak. Chociaż nie do końca o to mi chodziło.

21 marca 2013

Recenzja: Hurts - Exile

1. Exile
2. Miracle
3. Sandman
4. Blind
5. Only you
6. The Road
7. Cupid
8. Mercy
9.  The Crow
10. Somebody to Die For
11. The Rope
12. Help
13. Heaven
14. Guilt

Brytyjski duet Hurts poznałem tak, jak pewnie większość z was – na fali popularności numeru Wonderful Life oraz późniejszego Stay. Chociaż lubię elektroniczne klimaty, co nieraz wspomniałem, to w przeciwieństwie do większości muzycznej blogosfery, zarówno single jak i całe Happiness średnio przypadło mi do gustu. Niby jest przyjemne, a nawet wpada w ucho, ale nie powiedziałbym żeby było jakieś wyszukane. W związku z tym nie wypatrywałem nowego krążka z nie wiadomo jakim entuzjazmem. Lecz biorąc pod uwagę, że panowie zdobywają w Polsce (i nie tylko) coraz większą popularność, lepiej być na bieżąco z ich dokonaniami. Dlatego w Exile zaopatrzyłem się tuż po premierze. I ani trochę nie żałuję, bo znacznie przewyższył moje niezbyt wysokie oczekiwania.

14 nagrań wyprodukowanych przez Theo i Adama to w większości synthpop, gdzieniegdzie urozmaicony rockowymi zapożyczeniami. Jednak w przeciwieństwie do wielu innych kompozycji, które można określić w podobny sposób, materiał z Exile łączy w sobie dwie na pozór przeciwstawne cechy – wytworny rozmach oraz radiową przebojowość, sprawiając, że całość wypada o wiele lepiej niż debiut. Niemal godzinną rozrywkę sponsoruje wytwórnia RCA Records.

8 marca 2013

Recenzja: Dido - Girl Who Got Away

Tracklista:
1. No Freedom
2. Girl Who Got Away
3. Let Us Move On (feat. Kendrick Lamar)
4. Blackbird
5. End of Night
6. Sitting On the Roof of the World
7. Love to Blame
8. Go Dreaming
9. Happy New Year
10. Loveless Hearts
11. Day Before We We Went to War


Ostatnio dosyć często wyżalam się na Fejsie i Tłiterze, że na nic nie mam czasu, bo intensywnie zakuwam do matury. Właśnie z tego powodu ograniczyłem do minimum liczbę pisanych recenzji. Nie zmienia to faktu, że są płyty, o których nie da się nie wspomnieć - bez względu na to, czy masz zapchany kalendarz, nie masz ochoty, rąk, a może nawet umarłeś. Śmierć to z reguły marny argument. Jedną z takich pozycji jest najnowsze dzieło 41-letniej Brytyjki znanej jako Dido. Jej dyskografia ilościowo nie powala, bo wydanie 3 LP’ów w ciągu 13 lat zdaje się być mizernym wynikiem, jednak jeśli już rzucimy na nie uchem, z łatwością spostrzeżemy, że są to wydawnictwa magiczne, od których naprawdę ciężko się uwolnić. A za to należy się wokalistce dożywotni szacun. I opisywanie jej produkcji bez głupich wymówek.

W podstawowej wersji Girl Who Got Away czeka na nas 11 tracków oferujących w sumie 43 minuty rozrywki. Rozrywki, która standardowo obraca się wokół połączenia popu, rocka i subtelnej elektroniki w taki sposób, żeby, poza chilloutową konwencją, mogła pochwalić się choćby niewielkim hitowym potencjałem. Jeśli wciąż nie masz pojęcia co mam na myśli, przypomnij sobie dotychczasowy dorobek artystki – to podobne klimaty, tylko w nieco unowocześnionej wersji.