W tym miesiącu omówiłem już rapcore, indie/folk rock oraz post-grunge. Teraz przyszedł czas na nurt
zwany art rockiem. Jednym z jego przedstawicieli jest grupa Everything
Everything, czyli Jonathan, Jeremy, Michael i Alex, którzy to grają ze sobą od prawie 6 lat. Jak na razie, mają na koncie jeden długogrający album,
zatytułowany ‘Man Alive’ oraz dwie drobne EP’ki: ‘Schoolin’’ i ‘MY KZ, UR BF’.
Dorobek może nie jest wyjątkowo pokaźny, ale dzięki ciekawie zrealizowanym
pomysłom, szybko zyskał zasłużoną popularność. Od pewnego
czasu, w sklepach można nabyć najnowszą propozycję zespołu. Sprawdźmy, co ma
nam do zaoferowania.
Wiecie, czym w ogóle jest ten cały art rock? Pisząc
najogólniej, to rodzaj muzyki rockowej, w której głównym zadaniem artystów jest maksymalne szpanowanie kreatywnością – a to dlatego, że w celu sporego zróżnicowania podkładu, duży nacisk kładziony
jest na bogactwo dźwięków. Jak to się ma do świeżego materiału EE, przekonamy
się poniżej. Tymczasem, tak w ramach formalności, pasowałoby
przypomnieć, że zwie się on Arc i w
standardowej edycji składa się z 13 tracków powstałych przy współpracy z RCA
Records. No i oczywiście z Davidem Costenem (Faultline), czyli producentem wykonawczym.







