W ramach formalności przypomnę, że 54-letnia Madonna Louise Ciccone to amerykańska wokalistka o włoskich korzeniach, która swoją karierę rozpoczęła w 1982 roku singlem Everybody. W sumie, na koncie ma 11 studyjnych krążków, 76 singli oraz setki skandali obyczajowych, dzięki którym tylko zyskiwała na popularności. Nie ma na świecie zbyt wielu osób, które mając dostęp do radia i telewizji nigdy nie słyszałyby o niej: niektórzy ją kochają, niektórzy nienawidzą - ale każdy ją zna. Tyle o wokalistce, teraz przejdźmy do jej najnowszego dzieła.
MDNA - tak kontrowersyjnie (podobnie nazywa się silny narkotyk) zwie się dwunaste wydawnictwo Madonny. W wersji deluxe spotykamy 17 tracków będących klubowym (electro)popem oraz sporadycznie czymś spokojniejszym, co nie nadaje się na parkiet. Na szczęście nie jest to muzyka przekroju Davida Guetty, czy Pitbulla - mimo iż Madonna działa w takich klimatach znacznie krócej niż ci panowie, jej muzyka zdaje się być o wiele bardziej ambitna. Ale czy aby na pewno godna tak doświadczonej wokalistki? Czas się przekonać.







