7 czerwca 2012

Recenzja: Alexandra Burke - Heartbreak on Hold

Alexandra jest jedną z wielu wokalistek wypromowanych przez X-Factora. To właśnie ona w piątej edycji zdobyła największą ilość głosów, wygrywając tym samym przepustkę do kariery. Niewiele ponad rok po tym fakcie, na sklepowych półkach pojawił się jej debiut 'Overcome', składający się z wielu przyjemnych, popowych nagrań, które chociaż nie były mistrzostwem świata, zapewniały rozrywkę na ciekawym poziomie. Nie było więc niczego dziwnego w fakcie, że wiele osób z niecierpliwością czekało na jej nowe, wydane na początku czerwca dzieło. Ja już je przesłuchałem i dzisiaj się o nim rozpiszę.

W skład omawianego Heartbreak on Hold wchodzi 12 tracków będących przedstawicielami nurtu eurodance, często wspieranego przez jeszcze bardziej electropopowe brzmienia, o których jakości mówi nawet okładka. Spójrzcie na nią - co widzicie? Ja widzę cukierkowy, pseudoklubowy plastik. No, to już wiemy, czego możemy się tu spodziewać. Jednak żeby nie być gołosłownym, przeanalizuję najważniejsze elementy płyty.

Słuchając tego albumu, mam ogromną ochotę zamienić tą recenzję we wulgarne wywody na temat tego, jakie to współczesne gwiazdki (albo trafniej - wytwórnie) są leniwe i pozbawione wszelakiej kreatywności - ale raz, że nie chcę mi się, a dwa, że jest to rzecz tak powszechnie opisywana, że aż oczywista. Jak więc nietrudno się domyślić, o warstwie muzycznej nie poczytamy sobie zbyt ciepłych słów. Nie ma się co dziwić, w końcu za wyprodukowanie potencjalnych hiciorków odpowiada tak wiele osób, że czytając ich nazwiska można dostać oczopląsu. W każdym razie, przez 42 minuty będziemy obcować z numerami, które mimo iż teoretycznie mają hitowy potencjał, to w praktyce są splecione z oklepanych, wtórnych melodii, które prawie niczym do siebie nie przekonują. Poza jednym, jedynym aspektem, który towarzyszy dosłownie paru kawałkom - chwytliwością. Wreszcie jakiś plus? Tak, pod warunkiem, że po jednorazowym odsłuchu grzecznie odłożymy krążek na półeczkę, bo w przeciwnym wypadku możemy zacząć nim wymiotować (jak to powiedział mój kolega - rzygać tęczą). W chwili kończenia tej recenzji, odtworzyłem cały materiał 4 razy i przez ten czas zdążyłem nabawić się od niego bólu głowy - jest tu zdecydowanie za słodko, przewidywalnie oraz na_siłę_klubowo. A co jest w tym wszystkim najgorsze? Fakt, że radio to kupi. I zdecydowana większość przeciętnych słuchaczy również...

Natomiast liryki, tak dla odmiany, nie będę się czepiał - jej jakość jest całkiem przystępna, a to, że jest prosta oraz pozostaje w klimatach klubowo-miłosno-nijakich jest konsekwencją podkładu, do którego nie nadaje się żadna ambitniejsza ani tematyka ani forma. Bądź co bądź to przecież muzyka dance...



Utworów promujących HoH są, jak na razie, dwa: pierwszy z nich to Elephant, czyli jedna z wielu słabych propozycji. Podobnie zresztą jak jej następczyni - Let It Go. Spodobają Ci się te tracki - pokochasz album. Wywołają u Ciebie niesmak - nie psuj sobie nastroju i olej tą płytę. Pozostała dziesiątka prezentuje prawie identyczny poziom (i oczywiście klimat), więc do ciekawych numerów raczej niczego nie zaliczę, z kolei do najgorszych...sam nie wiem - mam na dużo do wyboru.

Chociaż tekst z pozoru wydaje się zbyt ostry, bardzo dokładnie oddaje realia panujące na krążku – lubię Alexandrę, bo jest charyzmatyczną i niezwykle utalentowaną artystką. Mimo to jej muzyka jest tak ograna, plastikowa i bezwartościowa, że kompletnie nie warto się nią interesować. Z drugiej strony, przy pierwszym podejściu momentami może okazać się 'aż' przyzwoita (niestety efekt ten szybko mija), poza tym ten wokal – to się nazywa porządny głos. Zasadniczo, to tylko on sprawia, że za to wydawnictwo leci ocena dopuszczająca.



Zgadzasz się? Podaj dalej:

7 komentarze:

nie szczególnie jestem jej fanką ale posłuchać bym mogła co takiego nagrała ;))

Nawet nie wiedziałam,że nagrała nowy album. Twoja recenzja nie zachęca do Jego odsłuchania. Singiel nie zapowiada nic interesującego.

Masz racje wokal to ona ma. Szkoda, że się marnuje Tworząc takie a nie inne utwory.

W brytyjskim midweeku ta płyta wypada bardzo słabo. Cóż, będzie klapa...

Znam "Overcome". Nie uważam tej płyty za arcydzieło, ale jest to jednak przyjemny pop i r&b. Kocham ballady "They Don't Know", "Overcome" i "The Silence". Szkoda, że teraz poszła w taką muzykę. Całe "Heartbreak on Hold" przesłucham, mimo że singiel "Elephant" to po prostu masakra...

Elephant jest fajne, ale słuchać go 10 razy od rząd to raczej nie dla mnie... ostatnia ballada = majstersztyk.

Prześlij komentarz