27 grudnia 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #10

Lissie - Back to Forever

Ilość tracków: 12
Gatunek: rock, pop, indie, motywy folku
Label: Columbia Records
Single: Shameless, Further Away (Romance Police), Sleepwalking
Na plus: Przesłuchaj całość. Obowiązkowo.
Na minus: -
Proponowana ocena: +5/6


Drugi album amerykańskiej wokalistki jest o tyle ciekawy, że cechuje się potężną dawką przebojowości, powstałą bez pomocy plastiku ani oklepanych schematów. Mamy do czynienia z mieszaniną muzyki rockowej, indie oraz popu, co wbrew pozorom stanowi rozrywkę na bardzo wysokim poziomie. Głównie dlatego, że wszystkie tracki prezentują się równie atrakcyjnie. Część z nich zaskakuje sporą chwytliwością (singlowe Can’t Take It Back, Further Away (Romance Police), Shameless etc.), a część wyrazistym klimatem. Zwłaszcza beztroskim (I Bet On You, I Don’t Wanna Go To Work) i nostalgicznym (Love In The City). Pomimo sporego zróżnicowania klimatu oraz tempa materiał jest bardzo spójny – poszczególne utwory wzajemnie się uzupełniają, wobec czego bez względu na stałą konwencję ciągle coś się dzieje. W rezultacie można zapomnieć o monotonii. Dawno nie słyszałem tak atrakcyjnego i jednocześnie dopracowanego materiału. I równie niedocenianego, tak swoją drogą. Jeden z moich faworytów jeżeli chodzi o najlepsze płyty 2013.



22 grudnia 2013

Recenzja: B.o.B - Underground Luxury

1. All I Want                                        11. John Doe
2. One Day                                          12. Cranberry Moonwalk
3. Paper Route                                   13. Nobody Told Me
4. Ready                                               14. Forever
5. Throwback                                     15. We Still in This Bitch
6. Back Me Up
7. Coastline
8. Wide Open
9. FlyMuthaFucka
10. HeadBand

B.o.B to bardzo sympatyczny gość. Nawet jeśli daleko mu do ikony hip hopu, to jego charyzma i flow są warte uwagi. A repertuar? Z tym bywa różnie – Bobby ma tendencję do obracania się w klimatach zbyt różowych jak na rap, często wręcz typowo radiowych. Dobrze widać to na przykładzie debiutanckiego krążka, który większe uznanie zdobył u Eskowiczów niż miłośników czarnych brzmień. Strange Clouds było pod tym względem zdecydowanie lepsze: wciąż pełne popowej słodyczy, ale nie aż tak dobitnej jak na debiucie. Dzisiaj przekonamy się, czym tak właściwie jest najnowsza pozycja amerykańskiego rapera – beztroską radióweczką, kolorowym rapopolo, a może poważną, hip hopową produkcją?

Underground Luxury to 15 nagrań w większości wyprodukowanych przez samego rapera, momentami wspieranego przez postaci tj. Arthur McArthur, Detail i DJ Mustard. Zabierając się za odsłuch, nie nastawiałem się na arcydzieło. Moimi jedynymi oczekiwaniami wobec UL były wyrazistość i charyzmatyczny charakter. Niestety nawet tego nie otrzymałem. Taki lajf.  

19 grudnia 2013

Recenzja: Beyoncé - Beyoncé

1. Pretty Hurts                              11. ***Flawless          
2. Haunted                                     12. Superpower
3. Drunk in Love                           13. Heaven
4. Blow                                           14. Blue
5. No Angel
6. Partition
7. Jealous
8. Rocket
9. Mine
10. XO

Żeby sukcesywnie wydać płytę i nakłonić grupę docelową do jej natychmiastowego zakupu, przeciętny artysta musi się nieźle nagłowić – na początek głośna zapowiedź nachodzącego arcydzieła_którego_jeszcze_nie_słyszeliście, następnie gorący singiel i liczne spotkania z fanami. Wszystko to podsycane przez pełne superlatyw wywiady. Często tego typu zagrania powierza się managementowi lub zewnętrznym agencjom, które mają za zadanie narobienie szumu wokół premiery. Krótko mówiąc, promocja (przedsprzedażowa) nie jest kwestią pięciu minut. Na szczęście Beyoncé nie jest przeciętną artystką. Już ostatnio udowodniła, że nie musi zabiegać o względy mainstreamu, a stacje radiowe są dla niej, nie vice versa. Tym razem poszła o krok dalej, nie tylko nagrywając równie śmiały materiał, co dodatkowo wydając go z dnia na dzień, bez jakichkolwiek zapowiedzi. Britney zawiodła, podobnie Katy Perry – nawet Lady Gaga wypadła poniżej oczekiwań. Może przynajmniej Beyoncé-niespodzianka okaże się w pełni satysfakcjonującym wydawnictwem?

Z krążkiem Beyoncé sprawa ma się o tyle ciekawie, że jest to visual album. Oznacza się, że poza standardowymi ścieżkami otrzymujemy do każdej z nich klip video. Ja skupię się wyłącznie na muzyce, czyli 14 utworach trwających w sumie niewiele ponad godzinę. Jak zwykle mieszają one klimaty R&B, rapu i popu, tym razem wzbogacone o motywy muzyki elektronicznej, wobec czego wiele nagrań przyjmuje postać PBR&B (The Weeknd, Frank Ocean, Jessie Ware). Czyli artystka nie stoi w miejscu.

14 grudnia 2013

Recenzja: R. Kelly - Black Panties

1. Legs Shakin'                                11. Spend That
2. Cookie                                           12. Crazy Sex
3. Throw This Money on You        13. Shut Up
4. Prelude                                         14. Tear It Up 
5. Marry The Pussy                        15. Show Ya Pussy
6. You Deserve Better                   16. Physical
7. Genius                                           17. Every Position
8. All the Way
9. My Story
10. Right Back

Czy trudno nagrać dobrą płytę? Oczywiście, że tak. Szczególnie, gdy jest się młodym artystą. Brak wtedy doświadczenia, znajomości i wsparcia ze strony wytwórni, która nie do końca wie, czego się po tobie spodziewać. Jednak osoby działające w branży od ponad 20 lat posiadają tak wielki bagaż doświadczeń, że nagranie nowego (i to dobrego) materiału powinno przychodzić im ze swoistą łatwością. Masz już wyrobioną markę, znasz wiele wpływowych postaci – wystarczy mieć pomysł i (nie zawsze) pieniądze. Dlatego momentami nie rozumiem, dlaczego najczęściej właśnie takie osobistości nagrywają coś, co pomysłowością ustępuje nawet maturze podstawowej z matematyki. Dzisiaj opiszę przykład takiego wydawnictwa. Przygotuj się na płacz i zgrzytanie zębów.  

Widząc, że szykuje się płyta z pogranicza hip hopu i R&B, zawsze staram się odsłuchać ją w pierwszej kolejności. Nigdy nie ukrywałem, że tego typu klimaty są mi bardzo bliskie. Szczególnie te w kobiecym wydaniu, pełnym oldschoolowych melodii i zmysłowego wokalu. Niemniej poświęcając Black Panties ponad godzinę życia, spodziewałem się rozrywki stojącej na co najmniej przyzwoitym poziomie, która nie tyle mną wstrząśnie (bo o to ciężko w przypadku mainstreamowej muzyki), co nie pozwoli mi zasnąć. To drugie się udało. Nie zasnąłem. Ale nieźle zepsułem sobie humor.

9 grudnia 2013

Recenzja: Britney Spears - Britney Jean

1. Alien                                     11. Brightest Morning Star
2. Work Bitch                          12. Hold on Tight
3. Perfume                               13. Now That I Found You
4. It Should Be Easy               14. Perfume (The Dreaming Mix)
5. Tik Tik Boom
6. Body Ache
7. Til It's Gone
8. Passenger
9. Chillin' with You
10. Don't Cry

Jest piękny, w miarę słoneczny dzień (ale chłodny, bo grudzień), korki są względnie niewielkie, wykłady mało usypiające. Jest 02.12, toteż pewien bloger muzyczny hasa sobie do Empiku po nowy album Britney Spears – uroczej blondyneczki, która podobnie jak P!nk ma talent do wykrzesywania maksymalnej dawki przebojowości z modnych i zazwyczaj mało odkrywczych elementów. Jej wcześniejsze krążki (nawet na pozór słabe Femme Fatale) zawsze wywoływały spore zamieszanie. Mało tego, że dostawaliśmy to, co popularne, to na dodatek w bardzo atrakcyjnej formie, która zachęcała do cyklicznego powracania do materiału. Wobec tego w pełni zadowolony bloger zakupuje Britney Jean, wraca do mieszkania i odpala CD. I to by było na tyle jeżeli chodzi o piękny dzień. Bloger skończywszy słuchać usiadł i zapłakał.

Można powiedzieć, że już spoglądając na listę producentów powinna mi się zapalić czerwona lampka. W końcu David Guetta, will.i.am i Dr. Luke dawno przestali być w szczytowej formie. Co więcej, nawet singlowe Work Bitch dawało do zrozumienia, że jakość kompozycji będzie stać pod znakiem zapytania. Jednak w przypadku wcale_nie_takiego_złego Femme Fatale było podobnie – słabe single (te wypuszczone przed premierą wydawnictwa), wątpliwi producenci. Mimo to udało się skleić ciekawy materiał. Natomiast po przebrnięciu przez 14 tracków (deluxe) wrzuconych na Britney Jean rzuca się w uszy, że do wcześniejszych pozycji w większości wiele im brakuje.

6 grudnia 2013

Recenzja: Gary Barlow - Since I Saw You Last

Gary Barlow działa w branży od ponad 25 lat. Popularność zawdzięcza formacji Take That, w której spędził większość swojej kariery i z którą działa do dziś. W międzyczasie pracował też na własne nazwisko, wydając w sumie 3 solowe albumy. W porównaniu z twórczością wypuszczoną pod szyldem TT osiągnęły one znikomy sukces. Co ciekawe, sam materiał wcale nie jest słaby i spokojnie mógłby konkurować z dorobkiem zespołu. Dzisiaj omówimy sobie najnowsze, czwarte podejście Gary’ego zatytułowane ‘Since I Saw You Last’. Może akurat ono wywinduje artystę na szczyt.

Barlowowi oraz producentom (Steve Power i Mark Stent) udało się stworzyć tracki, które nie krzyczą desperacko o uwagę, a działają naprawdę kojąco dla ucha. Dzieje się tak, ponieważ tutejsza piętnastka zawiera elementy muzyki folkowej, czasami podchodzące nawet pod country – a wszystko to utrzymane w słyszalnie brytyjskim stylu. Czyli mamy do czynienia ze spokojnym materiałem. I tutaj pojawia się pytanie: czy przypadkiem nie za bardzo spokojnym.

4 grudnia 2013

Recenzja: Lady Gaga - ARTPOP

Polubiłem The Fame. Mało tego, że album pełen jest nośnych melodii, to na dodatek są one lekkie, wobec czego niepotrzebnie nie męczą ucha. W przypadku Born This Way z tym ostatnim jest problem – postawiono na ciężką, często surową elektronikę zręcznie przyprawiającą o spory ból głowy. To głównie dlatego od czasu recenzji nie ciągnęło mnie do ponownego odsłuchu całości. Zbyt ostre i momentami chaotyczne. Liczyłem, że wydając ARTPOP Gaga powróci do przyjemnych, radiowych melodyjek, które swoim super przebojowym charakterem podbiłyby wszechświat. A co otrzymałem? Elektronicznej divy ciąg dalszy.

Po pierwszym zaliczeniu zaprezentowanej trzynastki miałem mieszane uczucia, o czym napomknąłem na Twitterze. Z jednej strony materiał wydał mi się chwytliwy i w miarę świeży, jednak z drugiej czuć było posmak traumatycznego BTW. Na szczęście wraz z następnymi podejściami dzieło wyprodukowane głównie przez Zedda, Monsona i Zisisa zyskało w moich oczach/uszach większe uznanie. No ale po kolei.

22 listopada 2013

Recenzja: Eminem - The Marshall Mathers LP 2

Dziwnie byłoby nie wspomnieć o nowej płycie Eminema. Chociaż nie jestem zagorzałym fanem jego twórczości, to wobec TMMLP2 miałem spore oczekiwania – tytuł zobowiązuje. Poza tym dobrze wiedziałem, że Em nie odważyłby się zaserwować swoim wielbicielom byle czego. Jednak z drugiej strony zastanawiałem się, co tak właściwie może nam zaoferować. Kanye błyszczy kreatywnością, Cudi & Drake klimatem, w przypadku Tech N9ne’a miażdży flow połączone z (na ogół) mrocznymi melodiami. A Marshall? Zwykle w grę wchodziła charyzma i dobre teksty. Jednak czy teraz też tak będzie?

Warto zaznaczyć, że za produkcję The Marshall Mathers LP 2 odpowiada nie byle kto. Opiekę nad podkładem sprawowała sama śmietanka branży, czyli m.in. Dr. Dre, Rick Rubin i Alex da Kid - osoby nie pierwszy raz współpracujące z Eminemem. Efektem ich współpracy jest 21 tracków, które mimo że utrzymane są w konwencji hip hopu, prezentują całkowicie odmienne klimaty. Zazwyczaj uznaję to za ogromny plus, bo mało co jest tak ważne w muzyce jak zróżnicowanie. Niemniej tym razem nie do końca jestem przekonany do tego rozwiązania.

10 listopada 2013

Recenzja: Arcade Fire - Reflektor

Wbrew pozorom, zespół Arcade Fire jest w Polsce bardzo popularny. Może nie na arenie typowo mainstremowej, ale z pewnością wśród miłośników alternatywnych wersji rocka – a tych w naszym kraju nie brakuje. Nic dziwnego, że muzyka Kanadyjczyków skradła ich serca. Trzy solidne LP’e wydane w przeciągu ostatnich 9 lat zostały docenione nie tylko przez fanów zespołu, lecz również krytyków muzycznych, wielokrotnie zbierając najwyższe noty. I słusznie, w pełni na nie zasłużyły. A czy ich najnowsza pozycja wypuszczona końcem października też może się o nie pokusić? Sprawdźmy to.

Wydane przez Merge Records Reflektor składa się z 13 utworów podzielonych na 2 CD. W większości stanowią one mieszaninę indie rocka z baroque popem, wzbogaconą o elementy elektroniki, często stylizowane na disco. Oryginalna mieszanka. I, co ważniejsze, solidnie wykonana.

27 października 2013

Recenzja: Katy Perry - Prism

1. Roar                                        11. This Moment
2. Legendary Lovers                12. Double Rainbow
3. Birthday                                  13. By the Grace of God
4. Walking on Air                      14. Spiritual
5. Unconditionally                     15. It Takes Two
6. Dark Horse                            16. Choose Your Battles
7. This Is How We Do
8. International Smile
9. Ghost
10. Love Me


Katy Perry już nieraz udowodniła, że ma dryg do nośnych melodyjek. Zazwyczaj nie są one wyjątkowo świeże czy tam pomysłowe, ale wpadają w ucho i zapewniają beztroską rozrywkę. Nie byłoby w tym niczego złego gdyby nie fakt, że kolejną zdolnością wokalistki jest skuteczne zatruwanie sobą list przebojów. Przykład? Album Teenage Dreams i wydane z niego single. Katy przez ponad dwa lata nie znikała z notowań, zdobywając podia coraz to nowymi trackami. Doprowadziło to do tego, że po pewnym czasie jej wokal zacząć działać radiosłuchaczom na nerwy. Co w tym wypadku zrobiła artystka? Wydała nowy krążek. Z jednej strony to dobrze, że kuje żelazo póki gorące. Jednak z drugiej wiele osób może wpaść w szał znów/wciąż słysząc jej głos. Chyba że jej materiał okaże się naprawdę mocny. 

Prism jest owocem współpracy z Dr. Luke’m, Maxem Martinem, Cirkutem i wieloma innymi postaciami specjalizującymi się w lekkich, popowych klimatach. Owoc ten zawiera 16 w pełni radiowych utworów, które z pewnością zawładną stacjami formatu CHR. I tutaj pojawia się pytanie - czy będzie to zasługą ich czy raczej prestiżowego nazwiska, którym będą promowane?

20 października 2013

Recenzja: Sleigh Bells - Bitter Rivals

1. Bitter Rivals
2. Sugarcane
3. Minnie
4. Sing Like a Wire
5. Young Legends
6. Tiger Kit
7. You Don't Get Me Twice
8. To Hell with You
9. 24
10. Love Sick


Sleigh Bells poznałem dzięki Tomkowi z (mikro)bloga Nowe Piosenki ReFresz, który to na początku zeszłego roku zaprezentował singiel Comeback Kid, zwiastujący krążek Reign of Terror. Początkowo płyta wydała mi się przekombinowana, pełna zbędnych elementów. Totalnie oczarowała mnie dopiero, gdy powróciłem do niej po ponad trzech miesiącach. Nic w tym dziwnego - muzyka tworzona przez amerykański duet jest trudna w odbiorze; nie wszyscy polubią sposób, w jaki Alexis i Derek eksperymentują z dźwiękami, łącząc pozornie niepasujące do siebie motywy. Mimo to warto zapoznać się z ich świeżym materiałem - może akurat zdobędzie twoje serce. Nawet jeśli miałoby to nastąpić po pewnym czasie.

Bitter Rivals jest trzecim studyjnym krążkiem Sleigh Bells i podobnie jak dwa wcześniejsze został wydany nakładem Mom + Pop Music. Za sterami standardowo stanął Derek Miller (czyli połowa SB) wspierany przez Andrew Dawsona. Podstawowo mamy do dyspozycji 10 utworów utrzymanych w nurcie ładnie nazwanym noise popem. A co to niby jest? Wyjaśnię to na przykładzie tutejszej dziesiątki.

14 października 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #9 (cz. 2)

Agnes Obel - Aventine

Ilość tracków: 11
Gatunek: folk, indie
Label: Pias Recordings
Singiel: The Curse
Na plus: wydawnictwo jest naprawdę równe...
Na minus: jw.
Proponowana ocena: 5/6


Teraz rzućmy uchem na nowy krążek Agnes Obel, wobec którego wręcz nie dało się przejść obojętnie – głównie za sprawą intensywnej promocji na Spotify i Vevo. Tak więc mamy do czynienia z muzyką folkową prezentującą tajemnicze skandynawskie klimaty. Zbudowano je poprzez zastosowanie wielu najróżniejszych instrumentów, wśród których dominują smyczkowe i klawiszowe. To właśnie z nich powstały surowe brzmienia, które dopełniane przez zmysłowy wokal Agnes (przywodzący na myśl Norę Jones, szczególnie w Pass Them By) poskutkowały powstaniem niezwykle czarujących kompozycji. I, tak przy okazji, bardzo subtelnych oraz harmonijnych, co dodatkowo pomaga odbiorcy poczuć skandynawską magię. Nie trzeba się specjalnie koncentrować na tym materiale – sam przyciąga uwagę słuchacza wprowadzając go w nostalgiczny nastój. A czy jest przebojowy? Owszem, ale na pewno nie w radiowy sposób. Hitowe melodyjki jedynie popsułyby jego wysublimowany charakter.

10 października 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #9 (cz.1)

Janelle Monáe - Electric Lady

Ilość tracków: 19
Gatunek: pop, neo soul, od biedy r&b
Label: Bad Boy Records
Single: Q.U.E.E.N., Dance Apocalyptic
Na szczególny plus: Electric Lady, Primetime + single
Na minus: Sally Ride
Proponowana ocena: 5/6


W skład drugiego LP’a amerykańskiej wokalistki wchodzą nagrania stanowiące mieszankę muzyki popularnej, funku, gospelu, r&b i neo soulu – a wszystko to utrzymane w ciepłej, przyjemnej dla ucha stylistyce. Mnogość stylów przełożyła się na spore zróżnicowanie brzmień poszczególnych kompozycji. Owszem, zręcznie tworzą one spójny koncept, jednak ciężko znaleźć dwa utwory znacząco do siebie podobne. Na ogół obcujemy z chwytliwymi, naprawdę nośnymi melodiami, które wspomagane przez przyjaźnie brzmiący głos Janelle i nieliczne grono wyrazistych gości (Prince, Erykah Badu, Solange, Miguel, Esperanza Spalding) sprawiają, że nawet po kolejnych odsłuchach trudno przeskipować którykolwiek track. Wszystko (poza Sally Ride) wciąga, niezależnie od tego czy mamy do czynienia z wolną balladą (Primetime) czy potencjalnym radiowym hitem (Electric Lady). I to bez użycia nachalnych syntezatorów ani oklepanych schematów. Jest w miarę świeżo, kreatywnie, lekko i różnorodnie. Może niezbyt emotywnie, lecz w tym przypadku nie stanowi to problemu. Charyzmatyczny wokal i proste, ale atrakcyjne melodie w pełni to rekompensują. Dobra produkcja. A nawet bardzo.

4 października 2013

Recenzja: Drake - Nothing Was the Same

Something Else, Yeezus, Indicud, MCHG, Born Sinner i Nothing Was The Same były jednymi z najgłośniejszych hip hopowych pozycji tego roku. Pierwszą piątkę już omówiłem; według mnie najlepiej spisał się Kanye, który standardowo podszedł do tematu niezwykle kreatywnie, podobnie jak Tech N9ne. Cudi też wypadł całkiem nieźle, chociaż poniżej oczekiwań. Jay Z? Optymalnie, bez większych uniesień. O płycie J. Cole’a szkoda mówić, gość się nie popisał. Do niedawna wiele osób zastanawiało się, jak na tle tej piątki wypadnie trzeci LP Drake’a. Album już w sklepach, tak więc czas rozwiać wątpliwości.


Przeglądając listę producentów, już przed odsłuchem można było stwierdzić, że Nothing Was the Same będzie prezentować co najmniej dobry poziom. W końcu, poza gospodarzem, za sterami stanęły między innymi takie osobistości jak Noah "40" Shebib (to akurat żadna nowość), Birdman i Ronald Williams. W rezultacie otrzymaliśmy 15 (deluxe) solidnych kompozycji, od których ciężko się oderwać. A oto dlaczego.

22 września 2013

Recenzja: Jason Derulo - Tattoos

Jason Derulo nigdy specjalnie mnie nie intrygował. Chociaż w 2010 roku wystartował z całkiem przyjemnym materiałem, którego miło słuchało się w radiu, to brakowało mu wyrazistości, niepowtarzalnego stylu i wartości, które mógłby zaprezentować słuchaczom wyłącznie on. Future History z 2011 roku mało tego, że składało się z nieco mniej wciągających nagrań, to okazało się równie wyblakłe. Wręcz ukazało Jasona jako bardziej popowego bliźniaka Chrisa Browna. Po Tattoos nie oczekiwałem cudów – wiedziałem, że będzie to tania rozrywka nadająca się jedynie na sporadyczne, jednorazowe odsłuchy, zresztą tak jak ostatnio. No i dostałem dokładnie to, na co liczyłem.

Wydane przez Warner Bros. Records, a wyprodukowane przez sztab fachowców (RedOne, The Cataracs, DJ Frank E i wiele innych) Tattoos zawiera 11 kompozycji stanowiących przegląd wszystkiego, co obecnie najmodniejsze w mainstreamie. Większość z nich to oczywiście typowo popowe melodyjki niekiedy podchodzące pod R&B. Poza tym usłyszymy maksymalnie radiowe odmiany hip hopu, soulowo podobnych ballad, a nawet jeden motyw klubowy. Czyli pakiet uwielbiany przez Eskowiczów. Przyjrzyjmy się jego jakości.

20 września 2013

Recenzja: Arctic Monkeys - AM

1. Do I Wanna Know?                        11. Knee Socks
2. R U Mine?                                        12. I Wanna Be Yours
3. One of the Road
4. Arabella
5. I Want It All
6. No. 1 Party Anthem
7. Mad Sounds
8. Fireside
9. Why'd You Only Call Me When You're High?
10. Snap Out of It


Mógłbym żyć bez Internetu, prądu, nawet w jaskini - a i tak słyszałbym o premierze AM. Wiadomością o tym krążku bombardowany jestem od ponad miesiąca. A to mówią o nim znajomi, podniecają się nim ludzie w autobusie i barze, że już nie wspomnę, co się dzieje na Facebooku. Krótko mówiąc, fani zespołu mniej lub bardziej świadomie promują ten album gdzie tylko się da. Widząc ten potężny buzz wokół płyty głupio byłoby jej nie przesłuchać. A jak już zabieram się za odsłuch, to przy okazji strzelę sobie recenzję. A co mi tam.

Na swoje piąte studyjne dzieło panowie wrzucili 12 tracków opierających się o klimaty garage rocka przeplatanego motywami indie i psychodeliki. Czyli zostajemy przy typowo rockowych brzmieniach, pozbawionych plastikowych wspomagaczy, tanich infantylnych melodyjek i setek gości w featuringu. Warto nastawić się na 42 minuty porządnej rozrywki. Serwowanej oczywiście przez Domino Recording Company.

15 września 2013

Recenzja: Natalia Kills - Trouble

1. Television                                11. Watching You
2. Problem                                    12. Marlboro Lights
3. Stop Me                                    13. Trouble
4. Boys Don't Cry
5. Daddy's Girl
6. Saturday Night
7. Devils Don't Fly
8. Outta Time
9. Controversy
10. Rabbit Hole

Wiele wskazywało, że Natalia Kills pozostanie gwiazdką jednego przeboju. Po wypuszczeniu w 2011 roku krążka Perfectionist zaczęło się marudzenie, że kopiuje Lady Gagę, brak jej oryginalności itd. Pomimo kilku wydanych singli, znaczący rozgłos uzyskał jedynie Mirrors. Po tym, jak czas jego świetności przeminął, o artystce zrobiło się cicho. Nawet gdy ostatnio obwieściła światu informację o nadchodzącym albumie, mało kto zwrócił na to uwagę. I tutaj pojawia się pytanie – czy materiał z Trouble ma szansę wywindować Natalię na szczyt? Po przesłuchaniu muszę przyznać, że owszem, ma. Ale znikomą.

Trouble to 13 nagrań reprezentujących niewyszukany, radiowy electropop. Jako że wzbogacono go o rockowe elementy, usłyszymy tu perkusję, gitary i, co za tym idzie, ostre riffy – a wszystko to oplecione różowymi syntezatorami. Odpowiadają za to głównie Jeff Bhasker i Emile Haynie (ci od MBDTF Kanyego i MOTM2 Kida Cudiego), wspierani przez Glass Johna oraz Guillaume Doubeta. Jednak tym razem połączenie: topowe brzmienia + rozgarnięci producenci + charyzmatyczna wokalistka wcale nie zaowocowało hitem.

11 września 2013

Recenzja: The Weeknd - Kiss Land

Obok Franka Oceana i Miguela, The Weeknd jest jedną z najlepiej rokujących gwiazd męskiego r&b ‘najnowszej generacji’. A to dlatego, że podobnie jak wspomniana dwójka postawił przede wszystkim na nowoczesność, co z pewnością docenią osoby znudzone standardowymi odmianami rhythm and bluesa. Chociaż wokal tego typu osobistości jest uznawany za mało męski (co niezaznajomionych z tematem może odpychać), to nie da się ukryć, że w połączeniu z solidnymi melodiami robi wrażenie. Poza tym materiał tych panów dostarcza całkowicie innych doznań niż ten serwowany przez divy r&b. A jakich dokładnie? Do tego dojdziemy.

Kiss Land jest debiutanckim dziełem 23-letniego wokalisty. Warto zaznaczyć, że długogrającym, bo krótszych ma na koncie aż 4 (3 EP'ki + 1 kompilacja). W tym przypadku do odsłuchu dostajemy 12 kompozycji opartych o syntetyczne r&b (fachowo nazwane PBR&B). Syntetyczne, ponieważ brzmi jak wyprodukowane przez trance’owego DJ’a, który postanowił przesiąść się na coś bardziej wysublimowanego. Pomysł ciekawy, ale wcale nie taki nowy.

7 września 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #8

Naughty Boy - Hotel Cabana

Ilość tracków: 18
Gatunek: mix hip hopu, popu, r&b i od biedy soulu
Label: Virgin EMI Records
Single: Wonder, La La La, Lifted
Na plus: Think About It, Wonder, Get Lucky feat. Tanika (niby cover, a fajny)
Na minus: One Way, So Strong
Proponowana ocena: +4/6


Gdyby dać mi do odsłuchu album Hotel Cabana nie podając autora, z łatwością bym trafił, że jest nim Naughty Boy. Bo chociaż jest to jego debiutanckie dzieło, tutejszy styl można usłyszeć w wielu nagraniach, w których Shahid udzielał się jako producent (patrz: wydawnictwo Emeli Sandé). Poza przyjemnym brytyjskim popornb (zazwyczaj właśnie z udziałem Emeli), usłyszymy utwory typowo hip hopowe (Think About It), czysto popowe radióweczki (La La La) oraz ckliwe klimaty indie (Top Floor). Krążek jest maksymalnie zróżnicowany, to nie podlega wątpliwości. Poza tym Shahid oparł swoje produkcje o nowoczesne brzmienia, jednocześnie zwracając uwagę na ich świeżość i, oczywiście, przebojowe oblicze. W związku z tym większość pozycji bez problemu wpada w ucho i wywołuje jakieś tam emocje. To drugie jest też zasługą zaproszenia do współpracy wyrazistych postaci; przykładowo Emeli Sandé i Ed Shreen rozczulają swoim wokalem, a lajtowe flow Wiza Khalify nadaje numerom stosunkowo beztroskiego charakteru. Reasumując, warto zabrać się za ten krążek – gospodarz pozbierał wszystkie najlepsze motywy ze swojej dotychczasowej działalności, a następnie przeniósł je na Hotel Cabana. Chwytliwa, przemyślana i nawet nieoklepana propozycja.



31 sierpnia 2013

Recenzja: Tarja Turunen - Colours in the Dark

1. Victim Of Ritual
2. 500 Letters
3. Lucid Dreamer
4. Never Enough
5. Mystique Voyage
6. Darkness
7. Deliverance
8. Neverlight
9. Until Silence
10. Medusa


Dzisiaj przenieśmy się do Skandynawii – krainy metalem i folkiem płynącej. Stamtąd pochodzi Tarja Turunen, znana jako pazerna_laska_którą_wywalili_z_Nightwish. W gruncie rzeczy Tarja to zdolna artystka. Przygodę z muzyką rozpoczęła w bardzo młodym wieku, najpierw udzielając się w chórach kościelnych, potem uczęszczając do szkół muzycznych. Swój rozgłos zawdzięcza właśnie grupie Nightwish, z którą w ciągu 9 lat wydała 5 krążków. Z kolei na własne konto pracuje od 2005 roku. Jak widać, nie jest to osoba lubiąca się nudzić. Dlatego niespełna 3 lata od wypuszczenia ostatniego LP’a mamy okazję usłyszeć jej świeżutki materiał.

Wydane nakładem Universal M.R. i niemieckiego Earmusic Colours in the Dark to 13 numerów reprezentujących klimaty metalu symfonicznego wzbogaconego o niewielkie folkowe motywy. Całość dopełniana jest wysokim sopranem wokalistki, przywodzącym na myśl muzykę operową. To między innymi dzięki temu eklektycznemu połączeniu Nightwish nigdy nie narzekał na brak fanów. Wtedy się sprawdziło. A teraz?

26 sierpnia 2013

Recenzja: Blue October - Sway

1. Breathe, It's Over!                      11. Things We Do At Night
2. Sway                                             12. Not Broken Anymore
3. Angels in Everything                  13. To Be
4. Bleed Out
5. Debris
6. Fear
7. Things We Don't Know About
8. Hard Candy
9. Put In It
10. Light You Up


Dawno, dawno temu (w 1995 roku) niespełna 20-letni Justin Furstenfeld oraz jego brat, Jeremy, postanowili założyć rockowy zespół. Do inicjatywy dołączyli się Ryan Delahoussaye i Liz Mullaly. Tak powstał Blue October. W przeciągu 18 lat morderczej pracy estradowej, grupa wydała 6 zazwyczaj dobrych albumów, w międzyczasie modyfikując swój skład. To tyle jeżeli chodzi o elementarną wiedzę o BO. Teraz przejdźmy do omówienia ich świeżutkiego wydawnictwa ze stajni Up/Down Records.

Kompozycje zawarte na Sway zróżnicowano pod kątem odmian rocka. Tak więc usłyszymy tu motywy indie, dream popu i (post)grunge’u – a wszystko to zamknięte w 13 utworach trwających w sumie 56 minut. Czyli już na wstępie wiadomo, że o monotonii można zapomnieć. To pierwsza zaleta. I z pewnością nie jedyna.  

20 sierpnia 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #7

AlunaGeorge - Body Music

Ilość tracków: 19 (Deluxe)
Gatunek: elektronika, pop, r&b
Label: Island Records
Single: You Know You Like It; Your Drums, Your Love; Attracting Files
Na wyjątkowo duży plus: Just a Touch, Kaleidoscope Love, Watching Over You
Proponowana ocena: +5/6

Na swoim debiutanckim krążku brytyjski duet pokusił się o połączenie lekkiego synth-popu z brzmieniami zahaczającymi o r&b. Czyli coś, co możemy usłyszeć m.in. u Jessie Ware. Jednak w tym przypadku dostajemy odważniejszy i o wiele bardziej chwytliwy podkład, pełen świeżych patentów, którym materiał zawdzięcza swoją przebojowość. Dzięki temu produkcje szybko wchodzą do głowy i potrafią prześladować przez naprawdę długi okres. Pomimo wyważonej, bardzo spokojnej konwencji i prostych melodii (ale za to jakich nośnych!) ciągle coś podtrzymuje uwagę. I nie chodzi wyłącznie o różnice w tempie (bywa zarówno szybko, jak i chilloutowo), ale też o samą Alunę, której słodziutki, niewinnie brzmiący wokal wzmacnia melodyjność produkcji oraz nadaje im kameralnego charakteru. Jak już pisałem, jest to jeden z ciekawszych projektów zasłyszanych w tym roku. Bo jako jeden z niewielu potrafi wydobyć maksymalną hitowość nawet z tak delikatnych dźwięków. Nie przymula, nie przytłacza, jednocześnie niewiarygodnie wciąga. 



15 sierpnia 2013

Recenzja: Massaka Brain - Brain

1. 3rd                                
2. Express
3. Luck
4. 87-162
5. Aquarium
6. OP
7. Brian Wash
8. Realities
9. Stemme
10. Before Your Eyes
11. Mainland

Poznajcie Briana. Brian ma 20 lat i pochodzi z Torunia. Na co dzień studiuje w Danii, na wydziale jazzu, gdzie w ramach zajęć pogrywa sobie na gitarze jazzowej. Jednak jako że Brian to pracowity chłopak, już od kilku lat zajmuje się komponowaniem produkcji, które z jazzem mają niewiele wspólnego. Pracuje sam, bez dostępu do profesjonalnego studia ani pomocy doświadczonych producentów. Krótko mówiąc, człowiek kombajn. No, to już go znacie. Teraz poznajcie jego debiutanckie dzieło.

W skład krążka Brain wchodzi 11 kompozycji przedstawiających muzykę eksperymentalną, czyli wyrafinowaną elektronikę przeplataną elementami m.in. rocka (Before Your Eyes) i trip hopu (np. Brian Wash). Żeby nieco przybliżyć, wyobraźcie sobie kombinację stylu Björk, XXYYXX i The Internet. Czyli nastrojowość połączoną ze subtelnymi, ale różnorodnymi dźwiękami. Właśnie z takim czymś będziemy mieć do czynienia przez niewiele ponad 30 minut.

11 sierpnia 2013

Recenzja: Asking Alexandria - From Death to Destiny

1. Don't Pray For Me               11. The Road
2. Killing You                             12. Until The End
3. The Death Of Me                  13. The Death Of Me (Rock Mix)
4. Run Free
5. Break Down The Walls
6. Poison
7. Believe
8. Creature
9. White Line Fever
10. Moving On


- Trzymaj – powiedziała koleżanka, superhotsexy Gotka, dziecko szatana i kto wie czyje jeszcze. – Oto krążek, który opiszesz na tym swoim blogu. Nie musisz oddawać.
- Tak właściwie to mam o czym pisać.
- Znowu coś z radosnego kanonu: pop, elektronika, arenbi, hip hop? – mało tego, że Gotka to jeszcze jasnowidz.
- Yep.
- Skończ wreszcie z tym radiowym gównem, bo masz przecież czytelników, którzy lubią porządne darcie ryja. O ile jeszcze sobie nie poszli. W końcu od ponad 8 miesięcy nie poświęcałeś im uwagi. Ciągle tylko te kolorowe melodyjki.

Rzuciłem okiem na archiwum bloga. Rzeczywiście, dawno nie pisałem o czymś mocniejszym. Czas nadrobić zaległości. 

6 sierpnia 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #6

Empire of the Sun - Ice on the Dune

Ilość tracków: 12
Gatunek: elektronika, synthpop
Label: Capitol Records
Singiel: Alive
Na wyjątkowo duży plus: Awakening, Celebrate, Keep a Watch
Na minus: nie tym razem
Proponowana ocena: 5/6 


Gdybym układał zestawienie najbardziej przebojowych płyt tegorocznych wakacji, Ice on the Dune znalazłoby się przynajmniej w pierwszej piątce. Numery reprezentują lekkostrawną, australijską elektronikę obfitującą w wiele ‘miękkich’ syntezatorów, których natężenie nie jest szczególnie męczące. Wręcz przeciwnie – utworzono z nich beztroskie, ale jednocześnie dynamiczne melodie, które w połączeniu z łagodnym wokalem nadają całości przebojowego charakteru. Zwolnienie tempa następuje jedynie w trzech przypadkach: otwierającego album LUX, hipnotyzującego I’ll Be Around i zalatującego wakacyjną nostalgią Keep a Watch. Trójka wciąga nie mniej niż jej szybsze odpowiedniki, w dodatku stanowi przyjemną odskocznię od typowo radiowych klimatów. Czy tej płycie można coś zarzucić? Co najwyżej niewielkie podobieństwa kilku pozycji (np. Alive do Ice on the Dune). Jednak nie traktowałbym tego jako coś rażącego. Płyta jest bardzo dobra.

1 sierpnia 2013

Recenzja: Tech N9ne - Something Else

Mało brakowało, a przegapiłbym premierę tego krążka. Co prawda wiedziałem, że Tech N9ne coś tam majstruje – po sieci krążyły różne wersje tracklisty, informacje o tym, kto się pojawi gościnnie, kto miał się pojawić, ale ostatecznie nie będzie itd. Było trochę zamieszania. Gdy więc kumpel uświadomił mi, że Something Else ukaże się 'już na dniach', przesunąłem wszystkie zaplanowane teksty żeby wrzucić tę reckę zaraz po premierze płyty. Aaron w pełni na to zasłużył - zwłaszcza za to, co pokazał na All 6's And 7's.


Spoglądając na liczbę tracków oraz zaproszonych do featuringu postaci (w sumie ponad 20), osoby nie znające Techa mogą wyciągnąć prosty wniosek – gość poszedł na ilość, więc jakość prawdopodobnie będzie wątpliwa. Jednak fani, nauczeni doświadczeniem, wiedzieli, że to wyłącznie pozory. I standardowo mieli rację, bo Tech i Seven (producent) wciąż są w formie. W związku z tym warto przygotować się na 66 minut porządnego hip hopu.

26 lipca 2013

Recenzja: Selena Gomez - Stars Dance

1. Birthday                          12. Nobody Does It Like You
2. Slow Down                     13. Music Feels Better 
3. Stars Dance
4. Like A Champion
5. Come & Get It
6. Forget Forever
7. Save The Day
8. B.E.AT.
9. Write Your Name
10. Undercover
11. Love Will Remember

Miałem sen. W tym śnie ofiarowano mi najnowszy album Seleny Gomez. Uruchomiłem go. I byłem zachwycony. Okazał się niewiarygodnie przebojowy, pełen pomysłowych, niepowtarzalnych brzmień i w dodatku przepiękny merytorycznie. I weź tu się nie zorientuj, że to sen. Przecież takie rzeczy nie zdarzają się w rzeczywistości.

A to dlatego, że disnejowskie gwiazdki przeważnie nie wydają ambitnych dzieł. Zwykle nie z braku umiejętności, a z góry ustalonej konwencji. Ich głównym celem jest zapewnienie niezobowiązującej, jednosezonowej rozrywki. Innymi słowy, nagrywają muzyczne snickersy. Jednak słuchając Stars Dance odnoszę wrażenie, że Selenie trochę nie wyszedł ten snickers. Wyprodukowanie tutejszej trzynastki (wersja z iTunes) powierzono wielu topowym nazwiskom, czyli formacji The Cataracs, Dream Lab, Rock Mafii, duetowi Stargate, Tobiemu Gadowi, Mikowi Del Rio itd. Krótko mówiąc, sama śmietanka tworząca wszystkiego, co modne. A album? Sama śmietanka tego, co oklepane.

23 lipca 2013

Recenzja: Pet Shop Boys - Electric

1. Axis
2. Bolshy
3. Love is a bourgeois construct
4. Fluorescent
5. Inside a dream
6. The last to die
7. Shouting in the evening
8. Thursday (featuring Example)
9. Vocal


Rok temu pisałem o Elysium – jedenastym długogrającym przedsięwzięciu angielskiej grupy Pet Shop Boys, która powróciła po trzech latach nieobecności. Oczekiwania wobec produkcji może i były wysokie, tym niemniej większość fanów liczyła się z faktem, że ostatnio panowie nie nagrywają tak szałowych krążków jak kiedyś. Sam album, pomimo całkiem dobrego brzmienia, nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia. W związku z tym zabierając się za jego następcę nastawiłem się na podobną jakość. A tu takie miłe zaskoczenie.

16 lipca 2013

Recenzja: Skylar Grey - Don't Look Down

1. Back from the Dead               13. Tower (Don't Look Down)
2. Final Warning                           14. White Suburban
3. Wear Me Out
4. Religion
5. C'mon Let Me Ride
6. Weirdo
7. Sunshine
8. Pulse
9. Glow in the Dark
10. Beautiful Nightmare
11. Shit, Man!
12. Clear Blue Sky

Na ten krążek czekałem od niemal trzech lat, czyli od wydania singla Invisible. Track oczarował mnie już przy pierwszym odsłuchu i trochę minęło zanim zdołałem się od niego uwolnić. Chciałem więcej tego typu numerów, w związku z czym mój apetyt na Don’t Look Down (wtedy nazwane ‘Invisible’) był ogromny. Rok później pojawiło się C’mon Let Me Ride z gościnnym udziałem Eminema. Tak dla odmiany była to chwytliwa radióweczka – niezła, lecz kontrastująca z poprzednikiem. Już nie wiedziałem, czego mam się spodziewać po nadchodzącej płycie. Wiedziałem natomiast, że wokalistka ma talent do tworzenia wyrazistych kompozycji, co udowodniła nie tylko na wymienionych singlach, ale też w występach u boku Lupa Fiasco, Dr.'a Dre i Diddiego. Teraz, po przesłuchaniu albumu, wciąż nie mogę się nadziwić, jak można było spieprzyć tak dobrze rokujący projekt. Ale po kolei.

Don’t Look Down jest najnowszym dzieckiem wytwórni Interscope Records. Jego wyprodukowanie powierzono przede wszystkim J.R. Rotemowi i Alexowi da Kidowi, czyli postaciom słynącym z tworzenia modnych i jednocześnie niezwykle atrakcyjnych brzmień. O ile zaprezentowana czternastka rzeczywiście jest oparta o modne elementy, o tyle jej atrakcyjność stawiam pod znakiem zapytania. Głównie dlatego, że tutejsze połączenie popu i rapu nie wpada w ucho niczym C’mon Let Me Ride ani nie czaruje nastrojowością tak jak Invisible (którego ostatecznie tu nie zamieszczono). Szkoda.

9 lipca 2013

Recenzja: Ciara - Ciara

Dotychczasowe wydawnictwa Ciary nie były miłością od pierwszego wejrzenia. Początkowo wydawały mi się zbyt wygładzone, momentami nawet nudne i bez wyrazu. Jednak z czasem udało mi się poczuć ich piękno. Piękno, które nie leży w przebojowym charakterze, a lekkość, z jaką artystka porusza się po różnych gatunkach muzyki. Jej produkcje nigdy nie były idealne, to fakt, ale i tak zapewniały rozrywkę na stosunkowo wysokim poziomie. Nic więc dziwnego, że na nowy materiał czekała spora rzesza fanów. O dziwo mało który miał wątpliwości co do jego jakości. Słusznie?

W tym przypadku tak. Ciara, czyli 43 minuty rozdzielone na 11 tracków, to piąta odsłona wędrówki pomiędzy hip hopem, R&B i muzyką popularną. Podobnie jak ostatnim razem (Basic Instinct z 2010 roku) wokalistka ograniczyła udział gościnnych głosów, tym samym nadając krążkowi osobisty charakter. Poza Ciarą usłyszmy jedynie jej najnowszego lowelasa, rapera Future oraz Nicki Minaj, która tak dla odmiany nie robi z siebie radiowej zdziry, tylko odsłania porządne, hip hopowe oblicze. Jest jeszcze B.o.B., ale jego występ ograniczono do remixu Body Party. Featuringi zaliczam na plus. A co z innymi aspektami? Sprawdźmy, z czym mamy do czynienia.

3 lipca 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #5

Noah and the Whale - Heart of Nowhere

Ilość tracków: 10
Gatunek: rock z elementami indie i folku
Label: Mercury Records
Single: There Will Come a Time, Lifetime
Na plus: Not Too Late, Now Is Exactly the Time, Heart of Nowhere + single
Na minus: nic aż tak nie odstaje
Proponowana ocena: +4/6

Noah and the Whale jest jednym z wielu bandów, które poznałem za pośrednictwem radia BBC Radio 1. Na swojej czwartej płycie Brytyjczycy prezentują klimaty alternatywnego rocka, pełnego folkowej harmonii i popowej lekkości. Za sprawą umiarkowanego tempa nie znajdziemy tu agresywnych petard ani skrajnie przymulających ballad. Na szczęście utwory są wystarczająco żywe, by nie zanudzić przy pierwszym podejściu. Dodajmy do tego melodyjny charakter podkładu, sporą różnorodność naturalnych dźwięków (btw., rzuć uchem na ciekawy motyw skrzypiec w Heart of Nowhere) i ciepły głos wokalisty, a otrzymamy typowo wakacyjny materiał, który pomimo braku hitowego potencjału przyciąga do siebie przyjemnym, beztroskim klimatem. Przesłuchaj poniższy track, a dowiesz się, co mam na myśli.


29 czerwca 2013

Recenzja: Kanye West - Yeezus

1. On Sight
2. Black Skinhead
3. I Am A God
4. New Slaves
5. Hold My Liquor
6. I'm In It
7. Blood On The Leaves
8. Guilt Trip
9. Send It Up
10. Bound 2

Ktoś kiedyś nazwał Kanyego jednym z największych wizjonerów współczesnego hip hopu. Coś w tym jest. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek słyszał rapera i jednocześnie producenta, który byłby równie kreatywny. Chociaż gość ma swoje humory i ze względu na wiele kontrowersyjnych posunięć posiada niemal tylu hejterów ilu fanów, to nikt nie ośmieli się podważyć jego ponadprzeciętnych umiejętności. Szczególnie po tym, jak w 2010 roku wydał My Beautiful Dark Twisted Fantasy - jeden z najbarwniejszych albumów w historii hip hopu. Gdy zapowiedziano jego następcę, fani zaczęli zastanawiać się, czy można nagrać coś jeszcze lepszego. I oto mamy odpowiedź. 

Yeezus nie rozpieszcza ilościowo. W podstawowej edycji znalazło się 10 nagrań, które trwają w sumie 40 minut. Dla porównania, MBDTF zajmowało niemal pół godziny więcej. Za to poziom wciąż pozostaje wysoki. Do hip hopowych klimatów Kanye dorzucił wiele motywów elektronicznych, co wyszło na tyle pomysłowo, że wydawnictwo spokojnie można nazwać zjawiskowym. A oto garść argumentów.

17 czerwca 2013

Recenzja: Sylwia Grzeszczak - Komponując siebie

1. Księżniczka
2. Flirt
3. Schody
4. Pożyczony
5. Hotel chwil
6. Zaćmienie
7. Ucieknijmy stąd
8. Własny wzór
9. Nowy ty, nowa ja
10. Zdobywamy
11. Młody Bóg
12. Flagi serc
13. Kiedy tylko spojrzę


Wtorek, 11 czerwca. Wchodzę do sądeckiego Empiku. Przechadzam się między półkami z nowościami muzycznymi, aż tu nagle natrafiam na 3 młode gówniary, na bank reprezentantki gimbazy. Długie tipsy, tęcza jaskrawych kolorów, dwie blondynki z czarnymi odrostami i jedna czarnowłosa niczym otchłań piekieł*. Zakładam, że szatan jej nie opętał. Co najwyżej głupota, Coelho i Tokio Hotel. 
Wszystkie trzy zgromadzone przy jednym krążku.
-  Ej, to musi być boskie, niemal się popłakałam słuchając jej starej płyty – powiedziała ta, której wyglądem najbliżej było do człowieka.
- Noo, ten emocjonujący wokal rzeczywiście potrafi rozczulić – rzekła druga, superkolorowa.
- Może, ale nie tak jak teksty. Sama prawda, a jakie głębokie – ponownie do głosu doszła pierwsza.
Trzecia żuła gumę i tępo spoglądała na przechodzącego obok chłopaka. Się dobrały, nie ma co.

Gdy dojrzałem, że przedmiotem rozmowy było ‘Komponując siebie’ Sylwii Grzeszczak, momentalnie przeszła mi ochota na zakup tego wydawnictwa. Jednak gdy zauważyłem, że obok znajduje się '2013' Roberta M, niemal odruchowo sięgnąłem po album Sylwii. Wielka niewiadoma jest zawsze lepsza od gwarantowanej śmierci klinicznej.

10 czerwca 2013

Recenzja: Patrycja Markowska - Alter Ego

1. Piąte: Nie odchodź
3. Góra, dół, czuwanie, sen
5. Nim się zamienisz w żart
6. Nanana (Wszystko gra)
7. Brak
8. Ocean
9. Wielokropek
10. Nie będzie wiosny
11. Nie chcę wiedzieć nic


- Słyszałeś nowy album Markowskiej? – zapytała koleżanka Krysia.
- Krążek już zamówiony.
- Odkręć to o ile jeszcze możesz, bo płyta to dno – jest zupełnie pozbawiona charyzmy, pełna debilnych tekstów, a z samym rockiem ma niewiele wspólnego.
Lubię Krysię i jej gust, wobec czego początkowo rzeczywiście myślałem nad zmianą zamówienia na coś ciekawszego. Jednak gdy Alter Ego już do mnie dotarło, zrozumiałem, że to koleżankę powinienem wymienić na jakąś ciekawszą.

Na swoim najnowszym dziele Patrycja zaprezentowała 11 rockowych utworów. Tylko rockowych – bez rzucającego się w uszy udziału popu, elektroniki i innych zbędnych udziwnień, dzięki czemu nie przemycono tu kiczowatych teen-rockowych elementów. Pomimo wielu nieprzychylnych opinii jakie można spotkać w sieci, już po pierwszej kolejce doszedłem do wniosku, że albo ta płyta jest niczego sobie albo to mnie zwyczajnie odbiło po maturze. Następne odsłuchy rozwiały wątpliwości - prawdziwa jest ta pierwsza opcja.

5 czerwca 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #4 (cz. 2)

Paramore - Paramore

Ilość tracków: 17
Gatunek: pop-rock
Label: Atlantic Records
Single: Now, Still Into You
Na plus: noł łej, nie zdecyduję się.
Na minus: Hate to See Your Heart Break
Proponowana ocena: 5/6


Paramore to kolejny album, który wrzucam do wakacyjnej playlisty. Jest on o tyle ciekawy, że niemal w całości składa się z lekkostrawnych brzmień pełnych hitowego potencjału. Przez cały czas (z wyjątkiem Hate To See Your Heart Break i Last Hope) mamy do czynienia z niewiarygodnie szybkim tempem, które w połączeniu z chwytliwymi melodiami i zadziornym wokalem, stanowią radiową petardę. Wynika z tego, że materiał jest mało wymagający i nie trzeba się na nim specjalnie koncentrować, ponieważ błyskawicznie wpada w ucho, bez konieczności szukania ukrytego piękna. Ponadto warto docenić jego spore zróżnicowanie – chociaż całość utrzymano w jednej konwencji, nic się ze sobą nie zlewa, wobec czego nie nudzi (nawet po kilku kolejkach) ani nie działa na nerwy. To ostatnie świadczy również o tym, że obeszło się bez elementów, które można by nazwać tandetą/plastikiem/banałem. Tak więc jest przebojowo i na wysokim poziomie. Lubię takie płyty...


25 maja 2013

Recenzja: French Montana - Excuse My French

Z Frencha Montany żaden świeżak. Chociaż dzisiaj opiszę jego debiutancki album, warto pamiętać, że gość ma na koncie ponad dwadzieścia mixtejpów, które wydał w ciągu ostatnich sześciu lat. Co więcej, już od dawna można go usłyszeć w featuringach u boku wielu słynnych postaci, m.in. Ricka Rossa, Akona, Birdmana i Big Seana. W związku z tym, nasz debiutant nie tylko posiada spore doświadczenie, ale również masę wysoko postawionych znajomych. A teraz, czując się w pełni przygotowanym, postanowił zaprezentować nam coś długogrającego. Sprawdźmy, czy jest się czym podniecać.

W ramach wprowadzenia – na Excuse My French składa się 17 nagrań (deluxe) utrzymanych w klimacie eastcoastowego rapu. Jak nietrudno się domyślić, do wyprodukowania pokładu French najął zaprzyjaźnionych raperów/producentów, czyli Diddiego, Ricka Rossa, Lexa Lugera, Reefa etc. Lista osób majstrujących przy dźwiękach jest bardzo długa. A czy przełożyła się na jakość?

23 maja 2013

21 maja 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #4 (cz.1)

James Blake - Overgrown

Ilość tracków: 10
Gatunek: elektronika
Label: ATLAS Records/A&M Records/Polydor Records
Single: Retrograde
Na plus: wszystko, a w szczególności Take a Fall For Me (feat. RZA)
Na minus: konsekwentnie, nic
Proponowana ocena: +5/6


Overgrown to elektronika, którą ciężko nazwać beztroską. Tak dla odmiany zaprezentowano nam bardzo subtelne kompozycje - tajemnicze i poniekąd nostalgiczne. Nie ma tu niczego co pasowałoby do klubu, czy na jakiekolwiek imprezy. To spokojna muzyka, idealnie nadająca się na soundtrack pod samotne, chilloutowe wieczory z książką i koniakiem. Ponadto jest o tyle ciekawa, że pomimo kompletnego braku radiowego potencjału, niewiarygodnie wciąga. Wynika to głównie z obecności ciepłych melodii, które nie tylko przyjemnie nastrajają umysł, ale też dostarczają wysublimowanej rozrywki. Co więcej, całość jest niezwykle dopracowana, na tyle spójna, że nie ma potrzeby przeskakiwać pomiędzy utworami. Uruchamiasz tytułowe Overgrown, kończysz dopiero na Our Love Comes Back. Niby ich tempo jest stosunkowo wolne, ale i tak obeszło się bez flegmatycznych elementów mogących znużyć słuchacza. Jak na razie, jest to jedna z najlepszych płyt, jakie słyszałem w tym roku. Gdyby tylko była jeszcze bardziej nowatorska…


19 maja 2013

Recenzja: Daft Punk - Random Access Memories


1. Give Life Back to Music
2. The Game of Love
3. Giorgio by Moroder
4. Within
5. Instant Crush
6. Lose Yourself to Dance
7. Touch
8. Get Lucky
9. Beyond
10. Motherboard
11. Fragments of Time
12. Doin' It Right
13. Contact


Pierwszą rzeczą, która wpada mi do głowy, gdy myślę o francuskim duecie Daft Punk, są ich komiczne hełmy, wyglądające na żywcem wyjęte z Power Rangers. Następnie przechodzę do muzyki. Tutaj moje skojarzenia są o wiele przyjemniejsze. Chociaż nie miałem okazji przesłuchać wszystkich trzech wydanych dotychczas krążków, to znajomość ‘Discovery’ w pełni wystarczyła, bym wiedział, że jest to formacja godna uwagi. Mimo to, był okres, kiedy całkowicie zapomniałem o jej istnieniu i zająłem się innymi przedstawicielami elektroniki. Aż tu nagle pojawia się intensywnie promowany singiel. I to nie byle jaki.

Nie byle jaka okazała się też pozostała dwunastka, która standardowo łączy house z disco i funkiem, odróżniając tym samym twórczość Francuzów od innych tego typu zespołów. Za pomysł oraz brzmienie Random Access Memories odpowiadają, jak przystało na wysokiej klasy producentów, członkowie Daft Punk, czyli Guy-Manuel i Thomas Bangalter, okazjonalnie wspierani przez m.in. Pharrella Williamsa (który udziela się również wokalnie) oraz DJ Falcona. Natomiast dystrybucję + promocję powierzono wytwórniom Daft Life i Columbia Records. Podstawowe informacje mamy już za sobą, teraz przejdźmy do konkretów.

17 maja 2013

Przegląd Płyt Pominiętych #3


Laura Mvula - Sing To The Moon
Ilość tracków: 18 (Deluxe)
Gatunek: soul, pop, od biedy R&B i folk
Label: RCA Victor
Single: SheGreen Garden, That's Alright
Najlepsze momenty: Can't Live With The World, Flying Without You, I Don't Know What The Weather
Najgorsze momenty: czy ja wiem...
Proponowana ocena: 5/6


Laurą zainteresowałem się dzięki BBC Radio 1, gdzie całkiem niedawno intensywnie promowano utwór Green Garden. Wydawnictwo utrzymano głównie w konwencji tego singla, czyli do soulu wykonanego z brytyjskim rozmachem dorzucono elementy popu i gdzieniegdzie jazzu. W praktyce przywodzi to na myśl mieszankę klimatów Emeli Sandé z ostatnią odsłoną Tatiany Okupnik. Podkład w większości składa się z dźwięków pochodzących z szerokiej gamy ‘żywych’ instrumentów – nie tylko oklepanego fortepianu i gitary, ale też, dajmy na to, harfy czy puzonu. Ponadto, za sprawą licznych chórków, kompozycje nabrały nieco ‘orkiestrowego’ charakteru. Na szczęście obeszło się bez patosu, bo całość mimo wszystko chwyta za ucho i prawie wcale nie nudzi. W dużej mierze jest to zasługą zróżnicowanego tempa, ponieważ poza balladami znajdziemy tu garść szybszych motywów, które ułatwiają utrzymanie uwagi na słuchanym materiale. Pisząc prościej, słuchasz i nie masz wrażenia, że ciągle leci to samo. Dlatego słuchasz dalej.



21 kwietnia 2013

Recenzja: Kid Cudi - Indicud

Kid Cudi jest artystą (prawie) idealnym. Mało tego, że nagrywa muzykę, którą śmiało można nazwać zjawiskową, to na dodatek nie potrzebuje do tego diecezji fachowców prowadzących go za rączkę. Rapuje, śpiewa, gra na gitarze, pisze, produkuje, okazjonalnie sobie aktorzy. Ponadto, podobnie jak ja, błyszczy wrodzoną charyzmą pomagającą mu szybko zjednać sobie rzesze fanów. To tylko część powodów, z których można go pokochać. Jak już się domyślacie, mocno napaliłem się na jego najnowsze wydawnictwo. Nic dziwnego, przecież zarówno debiutancki mixtape, jak i 2 długogrające krążki całkowicie pokryły się z moim gustem. Nie tylko wpadały w ucho, ale jeszcze były niezwykle emotywne. Tego samego oczekiwałem po Indicudzie.

Szkoda, że nie jest to produkcja perfekcyjna. W odróżnieniu od poprzedników, tutejsza osiemnastka nie oferuje wycieczki do krainy nostalgii. Przynajmniej nie robi tego tak bezpośrednio jak dotychczas. Mimo to materiał wciąż wydaje się tajemniczy i nieprzewidywalny - niby wiemy, że będzie to hip hop zmiksowany z elektroniką i rockiem; wiemy też, że do featuringu zaproszono kilku wyrazistych gości, którzy zapewne znacząco urozmaicą tracki. Jednak wszystko inne pozostaje wielką niewiadomą, bo, w odróżnieniu od pokrewnych wykonawców, Kid Cudi nigdy nie korzystał z utartych schematów, wobec czego ciężko przewidzieć, jakie elementy poskłada do kupy tym razem. Przesłuchałem i jestem na tak. Chociaż nie do końca o to mi chodziło.

21 marca 2013

Recenzja: Hurts - Exile

1. Exile
2. Miracle
3. Sandman
4. Blind
5. Only you
6. The Road
7. Cupid
8. Mercy
9.  The Crow
10. Somebody to Die For
11. The Rope
12. Help
13. Heaven
14. Guilt

Brytyjski duet Hurts poznałem tak, jak pewnie większość z was – na fali popularności numeru Wonderful Life oraz późniejszego Stay. Chociaż lubię elektroniczne klimaty, co nieraz wspomniałem, to w przeciwieństwie do większości muzycznej blogosfery, zarówno single jak i całe Happiness średnio przypadło mi do gustu. Niby jest przyjemne, a nawet wpada w ucho, ale nie powiedziałbym żeby było jakieś wyszukane. W związku z tym nie wypatrywałem nowego krążka z nie wiadomo jakim entuzjazmem. Lecz biorąc pod uwagę, że panowie zdobywają w Polsce (i nie tylko) coraz większą popularność, lepiej być na bieżąco z ich dokonaniami. Dlatego w Exile zaopatrzyłem się tuż po premierze. I ani trochę nie żałuję, bo znacznie przewyższył moje niezbyt wysokie oczekiwania.

14 nagrań wyprodukowanych przez Theo i Adama to w większości synthpop, gdzieniegdzie urozmaicony rockowymi zapożyczeniami. Jednak w przeciwieństwie do wielu innych kompozycji, które można określić w podobny sposób, materiał z Exile łączy w sobie dwie na pozór przeciwstawne cechy – wytworny rozmach oraz radiową przebojowość, sprawiając, że całość wypada o wiele lepiej niż debiut. Niemal godzinną rozrywkę sponsoruje wytwórnia RCA Records.

8 marca 2013

Recenzja: Dido - Girl Who Got Away

Tracklista:
1. No Freedom
2. Girl Who Got Away
3. Let Us Move On (feat. Kendrick Lamar)
4. Blackbird
5. End of Night
6. Sitting On the Roof of the World
7. Love to Blame
8. Go Dreaming
9. Happy New Year
10. Loveless Hearts
11. Day Before We We Went to War


Ostatnio dosyć często wyżalam się na Fejsie i Tłiterze, że na nic nie mam czasu, bo intensywnie zakuwam do matury. Właśnie z tego powodu ograniczyłem do minimum liczbę pisanych recenzji. Nie zmienia to faktu, że są płyty, o których nie da się nie wspomnieć - bez względu na to, czy masz zapchany kalendarz, nie masz ochoty, rąk, a może nawet umarłeś. Śmierć to z reguły marny argument. Jedną z takich pozycji jest najnowsze dzieło 41-letniej Brytyjki znanej jako Dido. Jej dyskografia ilościowo nie powala, bo wydanie 3 LP’ów w ciągu 13 lat zdaje się być mizernym wynikiem, jednak jeśli już rzucimy na nie uchem, z łatwością spostrzeżemy, że są to wydawnictwa magiczne, od których naprawdę ciężko się uwolnić. A za to należy się wokalistce dożywotni szacun. I opisywanie jej produkcji bez głupich wymówek.

W podstawowej wersji Girl Who Got Away czeka na nas 11 tracków oferujących w sumie 43 minuty rozrywki. Rozrywki, która standardowo obraca się wokół połączenia popu, rocka i subtelnej elektroniki w taki sposób, żeby, poza chilloutową konwencją, mogła pochwalić się choćby niewielkim hitowym potencjałem. Jeśli wciąż nie masz pojęcia co mam na myśli, przypomnij sobie dotychczasowy dorobek artystki – to podobne klimaty, tylko w nieco unowocześnionej wersji.

27 lutego 2013

Recenzja: Lena Romul - Industrialnie Instynktownie

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami odbyła się IV edycja programu Mam Talent. Zwycięską trójcę, czyli Kacpra, Piotra i Martę zapewne kojarzycie, w końcu pewnym czasem byli mocno promowani. A pamiętacie Lenę Romul? To ta od saksofonu, która w finale uplasowała się na 9 pozycji. Jest zdobywczynią wielu prestiżowych nagród i wyróżnień, głównie za projekty jazzopodobne. Nic dziwnego, przecież wokół takich klimatów obracała się jej edukacja w prestiżowych szkołach muzycznych. Jednak debiutancki album, jak sama przyznaje, z jazzem ma niewiele wspólnego. W takim razie sprawdźmy, co to właściwie jest.

Przede wszystkim w uszy rzuca się spora liczba eksperymentów. W zależności od projektu (wydawnictwo dwuczęściowe) posłuchamy sobie mieszanki popu, rocka, elektroniki i, od biedy, trip hopu (Industrialnie) lub harmonijnego folku połączonego z jazzem i baroque popem (Instynktownie). Jak widać, są to dwa różne światy, zwiastujące kawał solidnej alternatywy. Lecz czy aby na pewno jest się czym podniecać?

19 lutego 2013

Recenzja: Foals - Holy Fire

- Jest sprawa – powiedział znajomy. - Kojarzysz Foalsów, co nie? To ten oksfordzki band z Yannisem Philippakisem na czele.
- Nie da się ich nie znać, w końcu 2008 bez Antidotes nie byłby taki sam.
- No. Niedawno szarpnęli się na nowy LP i nie wiem czy wiesz, ale opiszesz go na tym swoim blogu. Mówię ci, czysta magia i kwintesencja wszystkiego co najlepsze.
- Mogłeś wcześniej powiedzieć, właśnie ułożyłem sobie grafik.
- Jakoś się dogadamy. Moje wyborowe argumenty już się chłodzą.
- Ok, tekst będzie po weekendzie.

Nie licząc 6 EP’ek, Holy Fire jest trzecią produkcją wydaną przez 5-osobową formację Foals. W wersji podstawowej wrzucono na nią 11 tracków zahaczających o indie, elektronikę i math rocka, czyli zestaw towarzyszący grupie od początku kariery. Dotychczas taka kombinacja wypadała nadzwyczaj atrakcyjnie i wydawałoby się, że tym razem będzie podobnie, jako że zarówno zachodnie media, jak i moi znajomi wyrażali się o wydawnictwie w samych superlatywach. Sorry, ale ja tu widzę spadek formy.

13 lutego 2013

Recenzja: Bullet For My Valentine - Temper Temper

Lubię pozytywne zbiegi okoliczności. A tak się składa, że jeden z nich nastąpił w przypadku mojej kariery z Bullet For My Valentine. Co prawda zespół znam już od dłuższego czasu, jednak dopiero w styczniu zaopatrzyłem się w całą jego (długogrającą) dyskografię, czyli albumy 'The Poison', 'Scream, Aim, Fire' i 'Fever'. Niedługo po tym dowiedziałem się o nowym wydawnictwie, zapowiedzianym na połowę lutego – to, że opisanie go będzie moim priorytetem było więc oczywiste. W końcu jestem na bieżąco i wszystkie wymagane informacje mam już w główce. Krążek w sprzedaży, pora na tekścik.

Temper Temper to zbiór 11 utworów utrzymanych w agresywnym, typowo metalcorowym klimacie, stanowiącym kontynuację poprzednich pozycji. Ich produkcję powierzono, tak jak ostatnio, Donowi Gilmore, znanemu ze współpracy z m.in. Duran Duran, Linkin Park i Hollywood Undead. Gość już nieraz udowodnił, że zna się na rzeczy. Ciekawe, co zmajstrował tym razem.

9 lutego 2013

Recenzja: Echoes of Yul - Cold Ground

Większość osób czytających regularnie RM zapewne zauważyła, że nie mam skłonności do promowania młodych artystów. Pomijając fakt, że rzadko mają coś ciekawego do zaproponowania, wychodzę z założenia, że od takich działań są inni blogerzy. Jednak ostatnio naszło mnie na zrecenzowanie czegoś made in Poland, jako że w tym roku nie miałem okazji rozebrać na czynniki pierwsze żadnego polskiego wydawnictwa. W tym samym czasie napatoczyli się panowie z opolskiej formacji Echoes of Yul, informując o swoim najnowszym dziele. Rzuciłem na nie uchem, zaintrygowało mnie, postanowiłem je opisać. Oto moje spostrzeżenia.

Drugi album Michała i Mateusza, Cold Ground, składa się z 13 kompozycji prezentujących dosyć specyficzny rodzaj muzyki. Mamy do czynienia z mieszanką industrialu, ambientu i krautrocka, czyli, krócej mówiąc, alternatywnej elektroniki i post-metalu. Nie każdemu spodobają się takie brzmienia – a już na pewno nie radiowemu targetowi. Dlaczego?