17 czerwca 2012

Recenzja: Amy Macdonald - Life in a Beautiful Light

Na to, że Amy będzie artystką godną zapamiętania, wpadłem już w 2008 roku, gdy to w niemalże całej Europie ukazał się jej debiutancki krążek 'This Is The Life', z którego pochodzą m.in. This Is The Life czy Mr Rock & Roll, które swoim czasem były dosyć intensywnie promowane w naszym kraju. Ponad dwa lata po wydaniu tego cudeńka, Szkotka wypuściła kolejny, zdecydowanie mniej hitowy LP - A Curious Thing, który zarówno jakością jak i popularnością nie umywał się do swojego poprzednika. Z kolei dzisiaj omówimy sobie jej najnowsze, już trzecie podejście - przekonajmy się, w jakiej formie jest panna Macdonald.

Life in a Beautiful Light - tak nazwano świeżutki, drugi spod szyldu Mercury Records materiał 24-letniej wokalistki Amy Macdonald. Podstawowo, posłuchamy sobie 12 kawałków z pogranicza soft rocka, folku oraz muzyki popularnej, które poza tym, że są sympatyczne i łatwe w odbiorze, to o dziwo nie nudzą. Co w tym dziwnego? O tym w rozwinięciu.

Otóż o ile na pierwszym LP'u oprócz przyjemnych, delikatnych gitarek odczuwało się specyficzny klimat, o tyle na drugim niestety zabrakło go, co poskutkowało tym, że A Curious Thing okazało się płytą na jeden raz. Wszystko wskazywało na to, że tym razem będzie podobnie. Na szczęście Pete Wilkinson wziął się w garść i pomógł Amy w przywróceniu dawnej magii sprawiając, że do utworów chce się powracać - (prawie) każdy wyzwala jakieś pozytywne emocje (chociaż nie są one aż tak intensywne przy The Lion's Roar) i zawiera intrygujące motywy. Kolejnym atutem wydawnictwa jest z pewnością jego zróżnicowanie: z jednej strony całość skupia się tylko na gitarze, klawiszach, perkusji i paru innych instrumentach charakterystycznych dla folkowego soft-rocka, toteż teoretycznie materiał opiera się na tym samym. Tymczasem, owe zróżnicowanie występuje nie tyle w dźwiękach, co bardziej w tempie - czasami bywa szybko, czasem wolniej, w związku z tym nikt nie powinien się zanudzić. Wady? Brak rażących, ale zawsze mogłoby być lepiej.

Amy, jak przystało na prawdziwą tekściarę, postarała się o lirykę, za którą nie musi się wstydzić. Co prawda, traktuje głównie o miłości, czyli moim symbolu braku kreatywności i lenistwa, jednak dzięki spójności, wielu ciekawym zwrotom i bogactwie środków stylistycznych, wypada całkiem przyzwoicie. Mimo wszystko wielkiego szału nie ma, pod tym kątem jest jedynie optymalnie. No, może minimalnie lepiej.



Jedynym numerem promującym ten album jest Slow It Down - track dosyć przystępny i lekkostrawny, lecz niezbyt odkrywczy. Więcej na jego temat można poczytać na blogu Refresza.

Z utworów pozasinglowych, wartymi uwagi są przede wszystkim The Days Of Being Young And Free (fragment od 0:40 do refrenu jest wręcz bajeczny, szkoda, że sam refren nie został utrzymany w takiej samej konwencji), Left The Body Long Ago i 4th Of July. Z resztą również warto się zapoznać, bo prezentuje podobny poziom i nigdzie nie zaobserwowałem żadnych drastycznych spadków jakości - jest dobrze, w porywach nawet bardzo.

Life in a Beautiful Light w dużym stopniu przypadło mi do gustu - spokojny ale nie monotonny folk-rock spełnił swoje zadanie, czyli wpadł mi w ucho, zniwelował ból głowy oraz zachęcił do ponownego odtworzenia. Mimo to, nie jest mistrzostwem, ani tym bardziej szczytem możliwości Amy - z wokalistki można byłoby wycisnąć znacznie więcej (co było słyszalne na debiucie), wobec tego za tą płytkę leci 'tylko' czwóreczka z serduszkiem.



Zgadzasz się? Podaj dalej:

15 komentarze:

niedługo coś o tej Pani również u mnie na blogu.

Na razie tylko Slow It Down słyszałem, ale chyba posłucham całej płyty.;D

Zrecenzujesz nową płytę Patti Smith i Fiony Apple? :) Prosze o odp.

Smith na pewno nie, a Fionę raczej tak, ale na początku przyszłego miesiąca.

:) cudownie recenzujecie. Przydatne info. Dzięki ! ;)

"Slow It Down" bardzo mi się podoba. Nie jestem wielkim fanem debiutu Amy, ale trzeba przyznać, że to przyjemny longplay. Kolejne dwa też poznam.

Ja bym jeszcze prosił o recenzję Linkin Park - Living Things :)

Wszyscy psiocza na A Curious Thing a ja uwielbiam ta płyte.Najnowszy nabytek opisze też u siebie jutro wiec zapraszam.Na poczatek moge powiedzieć ,ze tylko Kolejna płyta Alanis oderwie mnie od tej,a to już w sierpniu :)
heartlines.blog.pl

Jestem ciekawa Twojej opini na temat płyt Adele. Doczekam się jakiegoś wpisu o niej. ?

Z tego, co wiem, to Adele nie wydała niczego nowego. Chyba że chodzi Ci o reedycję 21, ale takim czymś się nie zajmuję :)

O ile A Curious Thing przyznajmy szczerze był płytą dość nierówną tak każdy po kolei utwór z Life In a Beautiful Light posyła na kolana. No może za wyjątkiem Slow It Down, utworem zdecydowanie najsłabszym. Po pierwszym przesłuchaniu pomyślałem sobie: Super! Szkoda tylko, ze nie ma tutaj perły na miarę Youth of Today i Troubled Soul, które lśniły na dwóch poprzednich albumach Amy, ale już po drugim stwierdziłem: No przecież jest! I to jaka! Left Her Body Long Ago. Arcydzieło. Całej płycie daję pięć gwiazdek, ale maleńki minusik za Slow it Down. A tym co mówili, ze Amy Mac Donald to tylko nieudolna kopia Sinead O'Connor i Dolores O'Riordan powinno zrobić się głupio

Oj, powinno ;) Amy słucham od niedawna, kawałki z jej debiutanckiej płyty mnie urzekły, więc na przesłuchanie Life in a Beautiful Light też się skuszę, a jakże!

Prześlij komentarz