7 czerwca 2012

Recenzja: Alexandra Burke - Heartbreak on Hold

Alexandra jest jedną z wielu wokalistek wypromowanych przez X-Factora. To właśnie ona w piątej edycji zdobyła największą ilość głosów, wygrywając tym samym przepustkę do kariery. Niewiele ponad rok po tym fakcie, na sklepowych półkach pojawił się jej debiut 'Overcome', składający się z wielu przyjemnych, popowych nagrań, które chociaż nie były mistrzostwem świata, zapewniały rozrywkę na ciekawym poziomie. Nie było więc niczego dziwnego w fakcie, że wiele osób z niecierpliwością czekało na jej nowe, wydane na początku czerwca dzieło. Ja już je przesłuchałem i dzisiaj się o nim rozpiszę.

W skład omawianego Heartbreak on Hold wchodzi 12 tracków będących przedstawicielami nurtu eurodance, często wspieranego przez jeszcze bardziej electropopowe brzmienia, o których jakości mówi nawet okładka. Spójrzcie na nią - co widzicie? Ja widzę cukierkowy, pseudoklubowy plastik. No, to już wiemy, czego możemy się tu spodziewać. Jednak żeby nie być gołosłownym, przeanalizuję najważniejsze elementy płyty.

1 czerwca 2012

Recenzja: Scissor Sisters - Magic Hour

Kolejny band, którym się zajmę, zwie się Scissor Sisters i w jego skład wchodzi pięcioro muzyków, którzy grają ze sobą od ponad 11 lat. Na ich dorobek artystyczny składają się 3 albumy, z których pochodzi w sumie 14 singli. Największą popularność przyniosły im tracki tj. Fire With Fire i Laura, które swoim czasem nieźle namieszały na różnych listach przebojów. Dotychczas, ich dyskografię zamykał LP Night Work z 2010 roku, jednak w ostatnim czasie, amerykańska grupa szarpnęła się na nowy materiał, wydany, tak dla odmiany, przez Casablanca Records. I to właśnie on jest gwiazdą dzisiejszego wpisu.

Na Magic Hour w rozszerzeniu spotkamy 15 utworów utrzymanych w charakterystycznym dla grupy klimacie glam rocka wzbogaconego potężnymi ilościami elektroniki. Lub na odwrót. W każdym razie, są to propozycje po brzegi wypełnione pozytywną energią i mimo iż do perfekcji brakuje im bardzo dużo, to bez wątpienia są warte uwagi. Szczegóły poniżej.

29 maja 2012

Recenzja: Niki & The Dove - Instinct


Nicki And The Dove, czyli Malin, Gustaf i Mangus są stosunkowo młodą szwedzką formacją, która swoją działalność rozpoczęła w roku 2010. W zeszłym sezonie ukazała się ich debiutancka, prawie nikomu nieznana EP'ka zatytułowana 'The Drummer'. Dopiero 5 pozycja w zestawieniu brytyjskiego Sound of 2012 dała zespołowi promocyjnego kopa i właśnie od tego momentu znacznie częściej mogliśmy usłyszeć w BBC Radio 1 przeboje takie jak DJ, Ease My Mind czy Tomorrow. Ostatnimi czasy, zespół wypuścił swoje pierwsze długogrające dzieło - przekonajmy się, z czym mamy do czynienia.

W ramach formalności wypada przypomnieć, że płyta została nazwana Instinct i w wersji podstawowej składa się na nią 12 elektronicznych, synth popowych, czasami wręcz klubowych tracków, które w swojej konwencji istotnie odbiegają od typowych pseudopopowych nagrań pokroju Pitbulla (ten gość już dawno stał się dla mnie synonimem artystycznego lenistwa oraz kiczu), czy najnowszej odsłony Davida Guetty. Może numery nie są idealne, lecz mało kto powinien żałować 53 minut, które przeznacza się na jednorazowe odsłuchanie całości.

24 maja 2012

Recenzja: Keane - Strangeland

Anglia to bez wątpienia kolebka najróżniejszych rodzajów rocka - właśnie z tego kraju pochodzą tak kultowe zespoły jak The Beatles, The Rolling Stones, Pink Floyd, Queen czy Coldplay. Keane mimo że nie posiada (jeszcze) tak wyrobionej marki, to dzięki 3 dobrym LP oraz garści mniejszych dzieł stał się bandem, którego wstyd przynajmniej nie kojarzyć. Do największych przebojów czwórki Brytyjczyków zaliczamy m.in. Somewhere Only We Know, Everybody's Changing i This Is The Last Time - jako, że na początku maja ukazał się ich nowy album, pozycja tychże numerów może stać się zagrożona. Może - a czy będzie?

Na krążek nazwany Strangeland (który standardowo pochodzi ze stajni Islands Records) składa się 12 utworów będących jednym z rodzajów alternatywnego rocka zwanego fachowo britpopem (no, w mocno zmodyfikowanej wersji), którego często można podpiąć pod muzykę popularną. Już parę razy przesłuchałem ten krążek i zapewne jeszcze kilka razy go odtworzę, jednak jak na razie nie znalazłem tu niczego zjawiskowego.

20 maja 2012

Recenzja: Adam Lambert - Trespassing


Gdy Adam Lambert wywalczył w ósmej edycji amerykańskiego Idola drugie miejsce, wszystko wskazywało na to, że zostanie światowej sławy rockmanem. Tymczasem, po zakończeniu programu, artysta wybrał (albo tak narzuciła wytwórnia, różnie to bywa) ścieżkę gwiazdy muzyki pop. Dzięki genialnemu wokalowi połączonemu z przebojowym repertuarem oraz intensywnej promocji i paru skandalom obyczajowym spowodowanych faktem, że lubi chłopców, wystarczyła jedna (dobra) płyta, by usłyszał o nim cały świat. Trzy lata od jej wydania, wokalista naszykował kolejny materiał - najwyższy czas się nim zająć.

Wydany przez RCA Records, Trespassing to w edycji rozszerzonej 15 funk-popowych nagrań stworzonych specjalnie z myślą o radiosłuchaczach. Są one dynamiczne, bogate w różnego rodzaju dźwięki oraz oczywiście przebojowe. Brzmi nieźle. Szkoda, że w rzeczywistości nie wypadają tak zjawiskowo.

16 maja 2012

Recenzja: Garbage - Not Your Kind of People


Garbage jest amerykańskim zespołem, który swoją karierę rozpoczął 18 lat temu. Do jego dorobku zaliczamy 4 longplay'e, 3 kompilacje oraz 27 singli, z których największą popularnością cieszą się Only Happy When It Rains oraz I Think I'm Paranoid. Przyznam się bez bicia, że nie słyszałem wcześniej o tej grupie - mimo iż wydaje się być dosyć popularną, jakimś cudem umknęła mojej uwadze. Swoją przygodę z nią rozpocznę więc od najnowszego wydawnictwa, którego premiera w iTunes odbyła się 15 maja. Ciekawe, co będzie miało mi do zaproponowania.

Not Your Kind of People to pierwsza płyta wydana nakładem STUNVOLUME - niezależnej wytwórni założonej przez członków Garbage. W skład krążka (wersji deluxe) wchodzi 15 numerów utrzymanych w klimacie alternatywnego rocka, który gdzieniegdzie dopieszczany jest pewnymi pierwiastkami elektroniki. Po pierwszym odsłuchu materiał wydał mi się niezwykle przeciętny i nie sprawił mi większej przyjemności - na szczęście sytuacja nieco się zmieniła przy kolejnych odtworzeniach...

13 maja 2012

Recenzja: Norah Jones - Little Broken Hearts


Gwieździe dzisiejszej recenzji muzyka towarzyszy od najmłodszych lat: Norah jest córką kompozytora, absolwentką szkoły muzycznej, byłą członkinią chórów oraz trip-hopowej grupy Wax Poetic. Czując, że zdobyła wystarczająco dużo doświadczenia, w 2002 roku artystka zaczęła pracować na własne konto. Już jej pierwsza płyta 'Come Away with Me' narobiła wokół niej dużego szumu, zdobywając 8 statuetek Grammy oraz status diamentu. Dzisiaj zajmę się jej świeżutkim, piątym już wydawnictwem, na którego przyszło nam czekać niespełna 3 lata.

Mowa oczywiście o Little Broken Hearts, które w wersji podstawowej składa się z 12 kompozycji stanowiących połączenie muzyki popularnej głównie z folkiem, alternatywnym rockiem oraz niewielką domieszką jazzu. Jak widać, nie jest muzyka nadająca się dla masowego odbiorcy - to już jest wyższa szkoła jazdy, sztuka, która zaspokoi jedynie naprawdę wybrednych słuchaczy i fanów folk-popowej alternatywy. Przynajmniej teoretycznie - sprawdźmy, jak album wypada w praktyce.